REKLAMA
REKLAMA

Biznes i sport

Na miedziowe akcje zapisała się głównie drobnica

Inwestorzy, którzy 17 lat temu brali udział w ofercie publicznej KGHM, mogli na debiucie sprzedać akcje z ponad 23-proc. premią.

KGHM cały czas pozostaje jedną z najbardziej płynnych spółek na GPW z bardzo dużym udziałem inwestorów zagranicznych.

Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski

Duże prywatyzacje przez Giełdę Papierów Wartościowych zawsze rozpalały emocje inwestorów. Pierwszą tego typu operacją była sprzedaż, w czerwcu 1997 r., akcji Banku Handlowego. Kilka dni później ruszyła sprzedaż papierów KGHM.

Prywatyzacja miedziowego koncernu, z uwagi na wielkość firm i płacone wysokie dywidendy a także dużą, mocno upolitycznioną i uzwiązkowioną załogę, od początku śledzona była z dużą uwagą zwłaszcza po tym, jak w 1992 r. państwowy właściciel był bliski zbycia większościowego pakietu KGHM za zaledwie ułamek jego prawdziwej wartości. Amerykański Asarco chciał kupić 51-proc. pakiet akcji miedziowej spółki za 400 mln USD, czyli kwotę zbliżoną do rocznego zysku KGHM. Transakcja, na szczęście, nie doszła do skutku.

Po kilku latach Skarb Państwa wrócił jednak do tematu upłynnienia części papierów KGHM. Zdecydował się jednak na dużo bardziej transparentną ścieżkę, czyli przez warszawską giełdę. Właściciel wystawił na sprzedaż blisko 33 proc. kapitału spółki, czyli 67,5 mln akcji z czego 30 mln papierów przeznaczone była dla krajowych instytucji finansowych i inwestorów indywidualnych. Pozostałe papiery znalazły właściciela na Zachodzie, głównie w Londynie, gdzie również, po debiucie, można było handlować akcjami polskiej spółki. 30 mln walorów, czyli 16 proc. ogółem, nieodpłatnie otrzymali pracownicy prywatyzowanego przedsiębiorstw. Żeby dodatkowo zachęcić Polaków do wzięcia udziału w IPO sprzedający zdecydował, że będą oni płacili za każdą akcję KGHM po 19 zł, czyli mniej niż pozostali inwestorzy, dla których cena emisyjna wynosiła 21 zł. Decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę. Przez domami maklerskimi ustawiały się kolejki Polaków chcących nabyć „narodowe srebro".

Ostatecznie zapisy złożyło prawie 189 tys. inwestorów indywidualnych. Średnia wartość zapisu wyniosła jednak tylko 4,27 tys. zł. To absolutne minimum jeśli chodzi o duże oferty prywatyzacyjne. Wynikało to po części z faktu, że po Banku Handlowym (pomijając spektakularną ofertę ING BSK) było to jedna z pierwszych dużych prywatyzacji „publicznych" i brokerzy najzwyczajniej nie przygotowali dla kupujących atrakcyjnej oferty kredytowej. Mimo że wartość pojedynczego zapisu nie była duża, to redukcja zapisów wyniosła aż 62 proc. To oznacza, że każdy kupujący otrzymał papiery za przeciętnie 1,62 tys. zł. Nie powinno zatem dziwić, że znaczna część z nich wolała sprzedać akcje bezpośrednio na debiucie. Była to bardzo dobra decyzja. Na starcie sesji 10 lipca 1997 r. kurs KGHM wynosił 23,5 zł, czyli był aż o 23,7 proc. wyższy niż na rynku pierwotnym. Po roku, z uwagi na podaż ze strony pracowników, kurs był jednak aż o 26,3 proc. niższy niż pierwszego dnia na GPW. Absolutne minimum kursu, na poziomie 9,75 zł, zostało ustanowione 2 października 1998 r. Najdrożej, aż 198,4 zł, płacono za akcje 20 kwietnia 2011 r.

KGHM cały czas pozostaje jedną z najbardziej płynnych spółek na GPW z bardzo dużym udziałem inwestorów zagranicznych. Zawdzięczane jest to m.in. dużemu free-floatowi. Obecnie Skarb Państwa ma tylko 31,79 proc. akcji KGHM bo w przeszłości kilkukrotnie „rozdawał" papiery miedziowej spółki, żeby wesprzeć kapitałowo inne spółki z państwowym kapitałem. W ten sposób 2-proc. pakiet KGHM, jeszcze w 1999 r., trafił do PZL Świdnik. Niedługo potem kolejny, 5-proc. pakiet, trafił do PKO BP.


Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA