Banki

mBank wraca do dywidend

O ile tylko pozwoli na to KNF, bo zarząd mBanku rekomenduje wypłatę dywidendę po raz pierwszy od 2014 r. Do podziału może trafić jedna piąta zysku z ubiegłego roku.
Foto: Fotorzepa, Marta Bogacz

Zarząd mBanku zwołał zwyczajne walne zgromadzenie i rekomenduje podział uzyskanego w 2017 r. zysku netto w wysokości 1,09 mld zł. Na kapitał rezerwowy ma trafić 871 mln zł, zaś do akcjonariuszy w formie dywidendy ma trafić 218 mln zł, co dałoby 5,15 zł na akcję. Niepodzielony zysk z lat ubiegłych w wysokości 1,2 mld zł trafi na kapitał zapasowy. Rada nadzorcza już zaakceptowała te propozycje. Proponowany dzień dywidendy to 24 maja, a jej wypłaty – 7 czerwca. Przy obecnym kursie stopa dywidendy wyniosłaby 1 proc.

Podczas niedawnej konferencji prasowej prezes Cezary Stypułkowski wskazywał, że bank powinien mieć w tym roku przestrzeń fundamentalną do wypłaty dywidendy. - Wydaje się, że będzie to raczej do 20 proc. zysku za 2017 r. – dodał Stypułkowski. Przedstawiona właśnie rekomendacja zakłada wypłatę dokładnie 20 proc. zysku z 2017 r.

W ten sposób mBank wróci do wypłaty dywidendy (ostatni raz zrobił to w 2014 r.), o ile tylko Komisja Nadzoru Finansowego nie będzie miała zastrzeżeń. Ma je przedstawić bankom w indywidualnych zaleceniach dywidendowych (zostaną im przekazane wczesną wiosną), w przypadku mBanku rozwieje ona ostateczne wątpliwości, bo nie zrobiła tego przedstawiona pod koniec listopada polityka dywidendowa KNF.

KNF utrzymała w niej rygorystyczne kryteria K1 i K2, dotyczące odpowiednio udziału hipotek walutowych w portfelu oraz udziału tych udzielanych w latach 2007-2008 (im są wyższe, tym zdolność banku do wypłaty dywidendy jest bardziej ograniczana). Dodatkowo KNF wprowadził dodatkowe kryterium – tzw. nadzorczy narzut stresstestowy, który na szczęście dla mBanku nadzór później ustalił dla banku na poziomie 0 proc., co otworzyło mu furtkę do podziału zysku w tym roku.

Po gwałtownym umocnieniu franka szwajcarskiego w styczniu 2015 r. nadzorca zakazał dzielić się zyskiem bankom mającym istotny udział hipotek frankowych w portfelu. Musiały wzmacniać kapitał, aby być przygotowane na ewentualne problemy z pogorszeniem jakości tych kredytów (co nie nastąpiło – wciąż dobrze się spłacają, ich jakość jest nieco lepsza jak hipotek złotowych). Banki w tym czasie mocno zwiększyły kapitały i współczynniki wypłacalności, a od „czarnego czwartku" kurs franka szwajcarskiego i stopy procentowe wyraźnie spadły. Jednak warunki konieczne do spełnienia dla banków frankowych do wypłaty dywidend są nadal wyśrubowane i na przykład Millennium, mimo rekordowo wysokich współczynników wypłacalności (ponad 20 proc.) w tym roku znowu nie podzieli się zyskiem (ze względu na wciąż dość duży udział hipotek frankowych).


Wideo komentarz

Powiązane artykuły