Analiza i rynek
Jak „przefiltrować” sygnały analizy technicznej?
Sprawdzona w ostatnich dziesięciu latach strategia łącząca w sobie elementy analizy technicznej i fundamentalnej sugeruje, by przynajmniej na razie nie traktować trwającej od stycznia korekty spadkowej na warszawskiej giełdzie jako sygnału początku nowej bessy
Przed tygodniem opisaliśmy prostą strategię podążania za trendem (ang. trend following) opartą na półrocznej średniej kroczącej, wskazując, że chociaż w trakcie długotrwałej hossy często nie nadąża ona za rosnącym rynkiem, to gdy trend zmienia się na spadkowy, potrafi ocalić niemal cały wypracowany dotąd kapitał.
Był to przykład tego, że umiejętne stosowanie nawet najprostszych narzędzi analizy technicznej może dawać satysfakcjonujące efekty. Dalekie od prawdy byłoby jednak stwierdzenie, że analiza techniczna (a konkretnie podążanie za trendem) jest „jedynym słusznym” podejściem. W dalszej części artykułu postaramy się wykazać, że jeszcze lepsze jest umiejętne połączenie sygnałów technicznych z analizą fundamentalną.
Na pierwszy rzut oka połączenie takie może wydawać się trudnym do osiągnięcia kompromisem. Analitycy techniczni mogą argumentować, że obserwacja „fundamentów” jest nieprzydatna, ponieważ sygnały techniczne znacznie wyprzedzają to, co się dzieje w gospodarce.
Mogą się przy tym powoływać na doświadczenia ostatnich trzech lat. W pierwszym etapie bessy w drugiej połowie 2007 r. i jeszcze na początku 2008 r. silna wyprzedaż akcji i niekorzystne sygnały techniczne zostały przez sporą część optymistycznych komentatorów zignorowane, ponieważ ich zdaniem spadki nie miały uzasadnienia w kondycji polskiej gospodarki. Na podobnej zasadzie wielu komentatorów zignorowało sygnały końca bessy przed rokiem, zbywając je stwierdzeniem, że optymizm inwestorów nie jest w żaden sposób poparty przez fundamenty.
Z kolei zwolennicy analizy fundamentalnej mogą wskazywać, że nawet jeśli sygnały techniczne są szybsze od wskazówek w postaci danych makro, to niestety jedynie część z owych sygnałów jest na ogół trafna – reszta to fałszywe wskazówki prowadzące do nieudanych transakcji. Przykładowo w ostatnich dziesięciu latach strategia oparta na wspomnianej półrocznej średniej kroczącej dała 37 sygnałów kupna akcji, z czego aż 28 (76 proc.!) przyniosło straty (na ogół jednak niewielkie).
Jakie wskaźniki najlepsze?
Jak pogodzić te sprzeczne wydawałoby się argumenty? Kluczem wydaje się odpowiedni dobór wskaźników makroekonomicznych służących do oceny sytuacji na rynku pod kątem analizy fundamentalnej. Wskaźniki te muszą spełniać bardzo ważny warunek – być jak najbardziej aktualne, inaczej staną się nieprzydatne, zwłaszcza przy tak gwałtownie zmieniającej się sytuacji gospodarczej jak w ostatnich latach. Przykładowo trudno uznać, że warunek ten spełniają dane o PKB.
Co prawda jest to najważniejszy wskaźnik makro, ale dla inwestorów jego odczyty mają raczej walor „kronikarski” niż praktyczny, ponieważ po pierwsze jest on publikowany bardzo rzadko (co kwartał), po drugie po upływie wielu tygodni od zakończenia okresu, jakiego dotyczy, a po trzecie może być szacowany na podstawie innych, „szybszych” wskaźników. Jednym z nich jest roczna dynamika produkcji przemysłowej. W przeciwieństwie do danych o PKB wskaźnik ten jest podawany z dużą częstotliwością (co miesiąc) i z akceptowalnym opóźnieniem (kilka tygodni). Jeśli jako miarę aktualności potraktować dystans, jaki dzieli moment publikacji danego wskaźnika od początku okresu, jakiego on dotyczy, to w przypadku danych o produkcji dystans ten wynosi nieco ponad 1,5 miesiąca, zaś w przypadku danych o PKB – grubo ponad 3 miesiące.
Można by argumentować co prawda, że ceną za większą częstotliwość tych danych jest ich większa chwiejność. Rozwiązanie tego problemu okazuje się jednak proste – wystarczy „wygładzić” dane za pomocą trzymiesięcznej średniej kroczącej. Mimo tego zabiegu matematycznego wskaźnik ten nie traci ważnego waloru, jakim jest częstotliwość publikacji. Mimo wygładzenia za pomocą średniej, dane o produkcji inwestorzy i tak mogą analizować trzy razy częściej niż dane o PKB. Co więcej, wskaźnik ten cechuje się bardzo dużą korelacją z kursami akcji – w ostatnich 12 miesiącach statystyczna zależność między odczytami produkcji i roczną dynamiką WIG (w obu przypadkach mowa o danych wygładzonych za pomocą trzymiesięcznej średniej) wyniosła aż 98 proc., co oznacza, że była bliska matematycznego ideału.
DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook