Kolejowe przewozy pasażerskie
Jak to się robi na świecie
Polska próbuje wypracować model rynku kolejowych przewozów pasażerskich. A to niełatwe zadanie
W krajach europejskich obowiązują dwa podstawowe modele. – Jeden to rynek całkowicie otwarty, taki, w którym przewoźnicy konkurują ze sobą. Drugi polega na ograniczeniu doń dostępu. Przewoźnicy konkurują ze sobą przed wejściem na rynek – mówi dr Johannes Ludewig, dyrektor Stowarzyszenia Kolei Europejskich i Przedsiębiorstw Infrastrukturalnych (CER). Są też takie państwa, w których konkurencja nie istnieje. Mimo że są członkami Unii Europejskiej.
Otwarty rynek
Na początku roku w Unii Europejskiej otwarto rynek międzynarodowych przewozów pasażerskich z prawem do kabotażu. Oznacza to, że przewoźnik jadący np. z Warszawy do Berlina czy z Berlina do Paryża może się zatrzymywać w obcym kraju na stacjach pośrednich i zabierać pasażerów. Prawo do kabotażu w szczególnych przypadkach może być przez władze ograniczone.
Zobacz więcej z tego cyklu:
Niektóre państwa unijne, jak np. Francja, zagwarantowały sobie dłuższy okres przejściowy. Tam nowe przepisy zaczną obowiązywać dopiero za dziesięć lat. Obsługa tras krajowych traktowana jest jak realizacja służby publicznej i powierzona jednemu – państwowemu przewoźnikowi. Koleje Dużych Prędkości działają na komercyjnych warunkach, co oznacza, że nie otrzymują dotacji ze Skarbu Państwa. Na razie po tych torach kursują tylko pociągi narodowej kolei – SNCF. Jednak prywatna firma Veoila otrzymała ostatnio zgodę na rozpoczęcie działalności.
» Zobacz wszystkich uczestników panelu
W Niemczech obsługę tras dalekiego zasięgu może realizować każdy przewoźnik. – Tam koleje silnie konkurują z liniami lotniczymi i z transportem drogowym – wyjaśnia Ludewig. Ale przewozy miejskie, podmiejskie i regionalne są pod ścisłą kontrolą rządu. Obsługa tych tras jest powierzana przewoźnikom na podstawie kontraktów z państwem, które nie zawsze są dzielone w przetargach publicznych.Konkurencja nie istnieje w Belgii. – Działa tam tylko jeden państwowy przewoźnik.
Konkurencja łączy
– Konkurencja u nas jest środkiem służącym dojściu do celu, a nie celem samym w sobie – mówi Daniel Hanson, dyrektor w angielskim oddziale PricewaterhouseCoopers. W Wielkiej Brytanii istnieje konkurencja głównie w sektorze kolei dużych prędkości. W większości przypadków ogranicza się do etapu przetargu na obsługę danej linii. – Przewozy są wykonywane przez prywatne firmy na zlecenie rządu – wyjaśnia Hanson.
Kontrakty na obsługę linii dochodowych się kupuje. Kto da więcej, ten ma prawo kursować po niej przez 5–20 lat. Te połączenia, które są niedochodowe, są dofinansowywane przez państwo. W obu przypadkach operator jest wybierany w drodze dwuetapowych przetargów. Kontrakty z przewoźnikami są bardzo szczegółowe. Określają m.in., po jakich trasach i jak często będą kursować pociągi. Tylko w nielicznych przypadkach konkurencja ma miejsce już na rynku.
Hanson tłumaczy, że rząd brytyjski zapobiega aktom nieuczciwej i niekontrolowanej konkurencji, która skutkowałaby pogłębieniem deficytu zakontraktowanych przewoźników i co za tym idzie, koniecznością zwiększania ich dofinansowania przez państwo.
W Wielkiej Brytanii działa 19 spółek kolejowych. – Z tego pięć kursuje pomiędzy największymi miastami, osiem obsługuje połączenia regionalne, a pozostałe działają w Londynie – mówi Hanson. Inaczej został opracowany system obsługi kolei dużych prędkości, czyli trasy łączącej Londyn z kontynentalną siecią szybkiej kolei. Po torach teoretycznie może jeździć każdy przewoźnik, na razie robi to tylko South East Franchise. Żaden nie może liczyć na obniżkę opłat w dostępie do torów. – Budowa 100 km linii kolejowych kosztowała około 6 mld funtów. Ta inwestycja musi na siebie zarobić – twierdzi Hanson.
DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook