PARKIET.COM

Inne serwisy

  • kariera
  • gry

Analiza i rynek

Plusy i minusy strategii podążania za trendem

Tomasz Hońdo 22-02-2010, ostatnia aktualizacja 22-02-2010 00:10
Wielkość tekstu: A A A
źródło: GG Parkiet
źródło: GG Parkiet
źródło: GG Parkiet

Zamiast „łapać spadający nóż”, zwolennicy strategii podążania za trendem radzą czekać z zakupami akcji na przebicie poziomów oporu. Ich zalecenia zwykle chronią kapitał w czasach bessy, lecz w trakcie długotrwałej hossy podążanie za trendem często przegrywa z biernym trzymaniem akcji w portfelu

Tydzień temu zastanawialiśmy się, czy warto kupować akcje w czasie korekt spadkowych. Przypomnijmy pokrótce wnioski płynące z naszych symulacji w oparciu o dane historyczne: co prawda w 90 proc. przypadków korekty faktycznie są dobrą okazją do kupowania akcji, ale kiedy któraś z nich przeradza się w długotrwałą bessę, skutki takiej strategii mogą być opłakane.

Wskazywaliśmy też, że istnieje „obóz” analityków i inwestorów, którzy z natury odrzucają kupowanie taniejących akcji, ironicznie określając takie postępowanie jako „łapanie spadającego noża”. Co proponują w zamian? Jedno z alternatywnych rozwiązań, tzw. podążanie za trendem (ang. trend following), w istocie sprowadza się do działania zupełnie odwrotnego do strategii obranej przez „łowców okazji” kupujących w czasie korekt spadkowych.

Kupuj, gdy ceny idą w górę, a nie w dół

Chociaż trudno byłoby zliczyć możliwe odmiany strategii podążania za trendem, to ogólna idea jest prosta – akcje należy kupować wtedy, kiedy ich kursy potwierdzają trend wzrostowy (np. przełamując poziom oporu), a czas na ich sprzedaż nadchodzi, kiedy ów trend się załamuje (w wyniku przebicia poziomu wsparcia). Przynajmniej teoretycznie taktyka taka ma na celu zarabianie w czasie hossy i ratowanie zysków przed zgubnym wpływem bessy, np. trwającej od połowy 2007 r. do lutego 2009 r.

W pewnym uproszczeniu podążanie za trendem można określić jako odwrotność „łapania okazji” w czasie korekt spadkowych. Przed tygodniem zastanawialiśmy się, jakie wyniki dałoby kupowanie akcji, gdy WIG spada o 5 proc. od sześciomiesięcznego szczytu, i sprzedawanie, gdy ustanowi nowy sześciomiesięczny szczyt. Jak wskazywaliśmy, strategia ta dawała dobre wyniki w czasie hossy, ale późniejsza bessa całkowicie te zyski zniwelowała.

Tym razem zastanówmy się nad odwrotną strategią, zgodną z ideami podążania za trendem: załóżmy, że walory nabywamy wtedy, gdy WIG ustanawia nowe sześciomiesięczne maksimum. Sprzedajemy zaś, gdy indeks oddala się o 10 proc. w dół od ostatniego sześciomiesięcznego szczytu (zamiast 5 proc. przyjęliśmy tym razem 10 proc., by zwiększyć tolerancję na krótkotrwałe korekty spadkowe).

Aby zobaczyć, jak strategia taka spisywałaby się w rzeczywistości, przeprowadziliśmy symulację w oparciu o dane historyczne sięgające początku 2000 r. Dla uproszczenia założyliśmy, że inwestujemy w koszyk akcji idealnie zgodny ze składem WIG (w praktyce jest to trudne do osiągnięcia ze względu na dużą liczbę spółek w indeksie, ale staramy się pokazać, jak wyniki wyglądałyby w zestawieniu ze zmianami WIG obrazującego sytuację na tzw. szerokim rynku akcji, pomijając kwestię doboru akcji).

Wyniki tej strategii prowadzą do szeregu wniosków. Jeśli weźmiemy pod uwagę wyłącznie okres od początku ostatniej bessy (czyli od połowy 2007 r.), czyli wycinek danych historycznych, to okazuje się, że taka prosta wersja podążania za trendem sprawdziła się bardzo dobrze – podczas gdy WIG runął o prawie 70 proc., kapitał w omawianej strategii stopniał o... 10 proc., co w praktyce oznacza, że został niemal w całości ocalony. Co prawda przez pierwsze miesiące po zakończeniu bessy strategia nie nadążała za odbijającym się od dna rynkiem, każąc trzymać w portfelu gotówkę, ale już w maju 2009 r. nakazała ponowne kupowanie akcji, pozwalając załapać się na dalszą zwyżkę notowań. W efekcie już latem kapitał w strategii sięgnąłby historycznego rekordu, podczas gdy WIG ma ciągle do odrobienia połowę strat z czasów bessy.

Niewielkie straty w czasie bessy kosztem mniejszych zysków w dobie hossyGdyby ograniczyć się do tego dość krótkiego okresu (obejmującego 2,5 roku), to należałoby bez wątpienia poddać się euforii odnośnie skuteczności omawianej strategii. Niestety, cofnięcie się z analizą bardziej w przeszłość każe przynajmniej częściowo ostudzić zapał i przypomina, że nie istnieją „maszynki do zarabiania pieniędzy”. Analiza wydarzeń z okresu poprzedniej długotrwałej hossy (z lat 2003–2007) pokazuje także słabe strony podążania za trendem.

W tym okresie strategia ta wyraźnie nie nadążała za rosnącym szybko i nie poddającym się większym spadkom rynkiem. Podczas gdy od marca 2003 r. do czerwca 2007 r. WIG urósł o niemal 400 proc., to omawiana strategia dałaby „jedynie” ok. 150 proc. zysku. Co więcej, podążanie za trendem nie wygrałoby nawet z omawianą przed tygodniem odwrotną strategią, czyli kupowaniem akcji w czasie korekt spadkowych i sprzedawaniem ich po odrobieniu strat przez WIG (takie postępowanie pozwoliło wówczas zarobić również prawie 150 proc.). Zdarzały się nawet wielomiesięczne okresy, kiedy podążanie za trendem wręcz przegrywało z krytykowanym przez część analityków „łapaniem spadającego noża”.

Poprzednia
1 2
PARKIET
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów: