PARKIET.COM

Inne serwisy

  • finanse
  • giełda
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • gry

Ludzie rynku

Czy kryzys nadwyręży rynkowe autorytety?

Hubert Kozieł 10-04-2009, ostatnia aktualizacja 10-04-2009 00:02
Wielkość tekstu: A A A

Wielu inwestorów pilnie wsłuchuje się w każde słowo płynące z ust giełdowych guru. Podziwia ich i chce naśladować, gdyż ludzie, tacy jak George Soros czy Bill Gross wykazali się zadziwiającym zmysłem przewidywania sytuacji na rynkach. Z racji zdobytego rozgłosu i majątków traktuje się ich czasem jak półbogów. Jednak i autorytetom zdarzają się spektakularne wpadki i zaskakujące wolty

Większość rynkowych guru ogarnął mniej lub bardziej wyraźny pesymizm. Spośród prezentowanych przez nas autorytetów rynkowych jedynymi zapowiadającymi hossę są Mark Mobius, Tobias Levkovich i Jeremy Grantham. Pozostali albo kreślą czarne scenariusze o dłuższej bessie, albo wykazują dużą dozę ostrożności w swoich prognozach. Niektórzy, jak Jim Rogers, spodziewają się, że mimo kryzysu dojdzie do boomu w niektórych sektorach gospodarki, np. na rynku surowców lub w rolnictwie. Inni idą zaś w ślady Christophera Davisa i przezornie wstrzymują się od epatowania opinii publicznej sensacyjnymi prognozami.

Następstwem kryzysu jest zawsze rewizja autorytetów. Obecne załamanie może więc pozbawić wielu fałszywych proroków statusu rynkowych guru. Spotkało to już choćby Abby Cohen, amerykańską ekonomistkę pracującą w banku Goldman Sachs. Mimo że w latach 90. udało jej się przewidywać zwyżki na giełdzie, jej reputacja została zniszczona, gdy w roku 2008, mimo wyraźnych oznak kryzysu, nie rozpoznała nadejścia bessy. Została zdegradowana przez pracodawcę i odsunięta od tworzenia prognoz dotyczących indeksu S&P 500. Niektórzy zdobyli autorytet, dlatego że wcześniej udało im się trafnie rozpoznać jeden z rynkowych trendów. Później intuicja opuszczała ich i uparcie trwali przy mocno nieaktualnych prognozach.

Są też tacy, którzy zyskali poważanie dzięki trafnym inwestycjom z wcześniejszych lat. Nawet ich przerosła jednak dynamika wydarzeń ostatniego roku. Mimo kilku dekad giełdowej praktyki zabrakło wyczucia Warrenowi Buffettowi. W efekcie stracił pozycję najbogatszego człowieka świata na rzecz Billa Gatesa.

Znajdujemy w tym gronie też i takich guru, którzy dali się ponieść nadmiernemu optymizmowi. W kilku przypadkach miało to związek z politycznymi sympatiami autorów prognoz. Soros i Buffett są mocno związani z amerykańską Partią Demokratyczną i wykazują silną wiarę w uzdrawiającą moc rządowych interwencji.

Należy również pamiętać, że rynkowi guru sami grają na giełdach. Nie leży więc w ich interesie ujawnianie swojej pełnej strategii i co za tym idzie, podawanie zbyt dokładnych prognoz – zwłaszcza w krótkim terminie.

Rynkowy guru nie jest Nostradamusem. Nie ma zdolności jasnowidzenia ani nie zna uniwersalnej formuły, pozwalającej mu zawsze przewidzieć sytuację na giełdzie. Od zwykłego inwestora różni się większą wiedzą, doświadczeniem i obyciem w świecie finansów. Choć opinie guru są czasem bardzo cenne, ich głosiciele nie są nieomylni.

Konieczna jest przebudowa rynku

George Soros

Soros Fund Management

Najbardziej wiarygodnym świadectwem tego, że ktoś przewidział określone zachowanie rynku, są zyski, jakie z tego tytułu odniósł. Pod tym względem do światowej czołówki należy George Soros. W 2007 r., niedługo przed wybuchem kryzysu, przerwał emeryturę i powrócił do czynnego inwestowania, co przyniosło mu blisko 3 mld USD. Także w ubiegłym roku jego prognozy były nadzwyczaj trafne.

Gdy w kwietniu minął szok spowodowany wchłonięciem banku Bear Stearns przez JPMorgan Chase, a na światowych giełdach nastąpiło spore odbicie, Soros przestrzegał, że to jeszcze nie koniec bessy. Od tego czasu indeks S&P 500 stracił ponad 50 proc., a 78-letni Węgier zainkasował za cały 2008 rok 1,1 mld USD, co zapewniło mu czwarte miejsce na liście zarządzających funduszami hedgingowymi. Co ciekawe, znów zagrał m.in. na deprecjację funta szterlinga. To właśnie ta strategia przyniosła mu na początku lat 90. fortunę i znaczny rozgłos.

Soros już od kilku lat znany jest jako krytyk „rynkowego fundamentalizmu”, czyli przekonania, że rynki samoistnie zmierzają ku równowadze. Obecny kryzys jest, jego zdaniem, koronnym dowodem na to, że koncepcja ta była błędna. Oznacza to jednak, że system finansowy wymaga obecnie nie tylko zaostrzenia regulacji, na czym koncentrują się rządy, ale fundamentalnej przebudowy. Z tego powodu Soros konsekwentnie odrzuca te pomysły ratowania systemu finansowego, które częściowo opierały się na rynkowych mechanizmach, jak koncepcja „złego banku” czy plan Geithnera. Od początku opowiadał się za bezpośrednim dokapitalizowaniem banków przez rząd w zamian za akcje uprzywilejowane. Niekiedy jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że krytykując nowoczesne rynki finansowe, Soros za bardzo uwierzył w moc państwowych interwencji. W październiku ubiegłego roku, gdy po upadku Lehman Brothers na całym świecie rządy uchwaliły pierwsze pakiety antykryzysowe, słynny inwestor twierdził, że okres największej paniki mamy już za sobą. Tak się jednak nie stało. Trudno więc ocenić, czy uzasadniona jest jego optymistyczna ocena wyników szczytu G20 z początku kwietnia.

Poprzednia
1 2 3 4 5 6 7
PARKIET
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów: