Analiza i rynek
Czy grozi nam pęknięcie obligacyjnej bańki w USA?
Papiery Departamentu Skarbu cieszą się ogromnym popytem inwestorów. Część ekspertów wskazuje jednak, że już w tym roku mogą one przynieść im duże straty. Sygnałem do spadku cen tych walorów może być podwyżka stóp procentowych lub wzrost obaw rynków o wielkość zadłużenia Stanów Zjednoczonych
Amerykańskie obligacje skarbowe w czasie kryzysu zostały uznane przez inwestorów na całym świecie za jedną z najpewniejszych form lokowania pieniędzy. Najwyższe ratingi kredytowe AAA oraz supermocarstwowy prestiż USA skutecznie działały na ich wyobraźnię. Amerykańskie obligacje okazały się zaś bardzo odporne na kryzys. Indeks Morningstar mierzący ich całkowitą stopę zwrotu wzrósł od początku 2007 r. o 22 proc.
W tym czasie indeks S&P500 spadł o 22,5 proc. Papiery te kupowano masowo, również gdy kryzys zelżał, a na giełdach panowały zwyżki. Dostępne na rynku amerykańskie obligacje rządowe są już warte 7,7 bln USD, jeszcze w 2008 r. dług ten wynosił jedynie 4,4 bln USD. Mimo tak dużego wzrostu podaży, rząd w Waszyngtonie nie może narzekać na popyt. Według danych firmy Trim Tabs Research amerykańskie fundusze inwestujące w obligacje przyciągnęły w zeszłym roku aż 421 mld USD netto. W tym czasie z funduszów akcji wycofano 35 mld USD netto.
Wielu ekspertów zwraca jednak uwagę, że amerykańskie obligacje, mogą już w tym roku przynieść poważne straty inwestorom. Do rynkowego załamania przyczyni się zaś (podobnie jak w przypadku kryzysu subprime) polityka Fedu. – Następną dużą bańką mogą być obligacje. Ich ceny są obecnie zbyt wysokie i muszą spaść – stwierdził James Holt, wiceprezes BlackRock Investment Management. Jego fundusz ulokował tylko 13 proc. swoich pieniędzy w te papiery. – Jeżeli zostaną podniesione stopy w USA, to spadnie cena tych walorów. Staramy się więc, by nasze inwestycje były zdywersyfikowane – wskazał.
Prorocy rynkowej zagłady
Nie jest on pierwszym, który wieszczy ten czarny scenariusz. Już w lutym zeszłego roku przed kupowaniem walorów Departamentu Skarbu ostrzegał znany inwestor, właściciel funduszu Berkshire Hathaway Warren Buffet.
– Gdy zostanie spisana historia gospodarcza ostatnich dziesięcioleci, na pewno będzie mówiła o bańce internetowej z końca lat 90. oraz bańce na rynku nieruchomości na początku XXI w. Jednakże bańka na rynku obligacji Departamentu Skarbu zostanie uznana za równie znaczącą. – napisał wówczas w liście do akcjonariuszy. Wyjaśnił, że powodem pęknięcia bańki będzie powrót wysokiej inflacji związany z użyciem przez rząd bilionów dolarów na ratowanie systemu bankowego oraz na stymulowanie gospodarki.
Podobne poglądy głosi również od wielu miesięcy inny guru inwestorów Peter Schiff, prezes firmy inwestycyjnej Euro Pacific Capital. – Zawirowania na rynkach się zaczną, gdy pęknie największa bańka, z jaką mamy do czynienia: na rynkach amerykańskich obligacji i dolara. W USA kryzys dopiero wtedy rozpocznie się na dobre, co nie pozostanie bez wpływu na resztę świata – mówił w styczniowym wywiadzie dla „Parkietu”. Wskazywał również na inflację, a także na zbyt dużą podaż amerykańskiego długu jako czynniki, które doprowadzą do pęknięcia bańki.
Kasandryczne prognozy snuje od dłuższego czasu też Jim Rogers, założyciel Rogers Holding i guru rynków surowcowych. Mówił on nawet o „inflacyjnym holokauście”, który spotka inwestorów masowo lokujących swoje pieniądze w amerykańskich obligacjach.
Czy rzeczywiście jest się czego bać? Obok „alarmistów” są wciąż przecież analitycy mówiący, że na rynku nie ma obecnie bańki. – Ceny amerykańskich obligacji są obecnie raczej rozsądne, biorąc pod uwagę to, że stopy w USA są zbliżone do zera, a popyt na te walory jest wciąż stosunkowo duży. Obecnie jest zbyt wcześnie, by mówić o bańce – mówi „Parkietowi” Peter Possing Andersen, strateg z Danske Banku. Komu więc wierzyć – bijącym na alarm czy uspokajającym?
Krzywa może się spłaszczyć
Zdaniem wielu analityków kluczowym zagadnieniem dla odpowiedzi na te pytania będzie polityka Banku Rezerw Federalnych USA w najbliższych miesiącach. Obecnie sytuacja nie nastraja jednak części ekspertów optymistycznie.
Różnica w rentowności między amerykańskimi obligacjami dwuletnimi a dziesięcioletnimi wzrosła w tym tygodniu do 2,89 pkt proc. To tylko 1 pb. mniej niż w styczniu, gdy osiągnęła najwyższy poziom od 1981 r. Krzywa rentowności pokazująca rozpiętość rentowności amerykańskich papierów o różnym okresie zapadalności od wielu miesięcy jest bardzo wąska na swym początku (czyli przy papierach krótkoterminowych), a na końcu (przy walorach o długim terminie zapadalności) szeroka.
DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook