Firmy
Inwestorzy, którzy stracili 5 milionów złotych, donoszą do prokuratury na WDM i Doradców24
Akcjonariusze spółki CFI freeFund uważają, że zostali wprowadzeni w błąd przez szefów Wrocławskiego Domu Maklerskiego, odnośnie do kondycji firmy, w którą zainwestowali. Nieprawdziwe informacje na jej temat miała też rozpowszechniać spółka Doradcy24
Wrocławski Dom Maklerski rozpoczął prace nad stworzeniem internetowej platformy do dystrybucji jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych w lutym 2007 r. W zamierzeniach pomysłodawców miała się stać konkurencją dla supermarketu funduszy inwestycyjnych należącego do mBanku. W listopadzie tego samego roku WDM objął, za 0,5 mln zł, 100 proc. udziałów w spółce Centrum Funduszy Inwestycyjnych freeFund (dalej freeFund), do której przeniósł budowaną platformę.
Z publikowanych wówczas przez wrocławskiego brokera informacji prasowych wynikało, że platforma miała ruszyć w I kwartale 2008 r. i już po kilku miesiącach być rentowna.
Głównym źródłem dochodów freeFund miały być opłaty za zarządzanie funduszami, którymi dzielą się z dystrybutorami towarzystwa funduszy inwestycyjnych. Klientów do platformy miały przyciągać między innymi: brak opłat manipulacyjnych pobieranych od sprzedaży jednostek, szeroki wybór funduszy (na platformie miało być dostępnych ponad 100 funduszy), łatwość i prostota obsługi oraz rozbudowane narzędzia analityczno-edukacyjne, które miały ułatwiać klientom podejmowanie decyzji inwestycyjnych.
Pieniądze się mnożą
Już trzy dni po rejestracji freeFund, to jest 12 listopada, wybrani inwestorzy otrzymali od WDM ofertę nabycia ponad 30 proc. udziałów tej spółki w pre-IPO. Na zakup (umowy były finalizowane w drugiej połowie grudnia) zdecydowało się ostatecznie kilkanaście osób fizycznych i prawnych. Objęły 33,85 proc. papierów. Wartość transakcji wyniosła 5,1 mln zł. To oznacza, że platforma została wyceniona na około 15 mln zł.
W ciągu kilku tygodni (tyle upłynęło od założenia freeFund) jej wartość wzrosła zatem 30-krotnie. Dzięki tej transakcji WDM zrealizował z nawiązką prognozę na 2007 r. Zysk netto wyniósł aż 7,12 mln zł, wobec obiecywanych 3,5 mln zł. 1,65 mln zł trafiło potem do akcjonariuszy w postaci dywidendy. Zarząd wypłacił sobie również ponad 2 mln zł premii. Gdyby nie transakcja, domknięta w ostatnich dniach roku, prognoza nie zostałaby zrealizowana.
WDM, mimo że wartość rynkowa freeFund (na bazie grudniowej transakcji) wynosiła 15 mln zł, w swoich księgach na koniec 2008 r. wycenił cały pozostały posiadany pakiet (66,15 proc. udziałów) na zaledwie 330,75 tys. zł. To oznacza, że w ocenie głównego akcjonariusza spółka wciąż była warta jedynie pół miliona złotych. – Przyjęliśmy politykę, że w księgach wyceniamy aktywa po cenie nabycia. Jedynie w przypadku spółek notowanych na giełdzie lub NewConnect na bieżąco przeszacowujemy ich wartość – wyjaśnił Wojciech Gudaszewski, prezes WDM.
Dlaczego inwestorzy zdecydowali się odkupić od WDM udziały w spółce, która nawet nie rozpoczęła działalności? – Nabywając udziały, byliśmy przekonani, że kupujemy nowe papiery, a wpłacone przez nas pieniądze zostaną wydane na dokończenie prac nad platformą i rozwój spółki – tłumaczy teraz jeden z pokrzywdzonych.
Zarzeka się, że wszelkie dokumenty dotyczące freeFund, które przekazywał mu WDM, nosiły znamiona identyczności z tymi, które dostawał z domu maklerskiego przy okazji inwestycji w nowe akcje innych firm. – Wszelkie rozmowy z przedstawicielami WDM, m.in. z panem Tadeuszem Gudaszewskim (dyrektor sprzedaży i marketingu brokera – red.) prowadzone były w kontekście podwyższenia kapitału zakładowego freeFund. Daliśmy się zwieść i nie sprawdziliśmy dokładnie dokumentów, które podpisywaliśmy.
WDM w tamtym czasie był wiodącym biurem maklerskim w zakresie wprowadzania spółek z sektora nowych technologii na New Connect. Znaliśmy jego założycieli. Dlaczego mieliśmy nie wierzyć w ich obietnice? – pyta nasz rozmówca.– Informowaliśmy inwestorów, że to będzie dwuetapowa transakcja. W pierwszej mieli nabyć akcje od WDM. W kolejnej rundzie, poprzedzającej debiut na NewConnect, sprzedawane miały być już nowe akcje – odpowiedział na te zarzuty prezes WDM.
Nasz rozmówca przyznaje, że zaślepiła go żądza łatwego zarobku. Z prezentacji, do której dotarł „Parkiet”, przygotowanej przez brokera na potrzeby pre-IPO freeFund, wynika, że nowi akcjonariusze mieli w rok zarobić na inwestycji co najmniej 100 proc. Jak to możliwe?Już w II kwartale 2008 r. freeFund miał wejść na NewConnect. Debiut miała poprzedzić emisja prywatna za około 1,5 mln zł.
DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook