Giełda - komentarze
Słowo "spadki" zniknęło ze słownika inwestorów
W pierwszych dwóch tygodniach nowego roku wydawało się, że fatum, jakie dosięgło polski rynek akcji pod koniec roku, nie odpuści nam i tak jak nie doświadczyliśmy w grudniu rajdu św. Mikołaja, tak nie będzie nam dane towarzyszyć amerykańskim inwestorom w tradycyjnej karnawałowej zabawie pod nazwą efektu stycznia.
Zaledwie dwa tygodnie później po 10-proc. wzroście warszawskich indeksów strach, który na przełomie roku powodował, że z prognozą 43 tys. pkt dla WIG na koniec 2012 roku znalazłem się w awangardzie niepoprawnych optymistów, zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Okazuje się, że zakładany przeze mnie docelowy poziom dla szerokiego rynku na cały rok znalazł się w zasięgu ręki. Co ważniejsze, odbywa się to w niespotykanym do tej pory stylu, według najlepszych amerykańskich wzorców. Wzrost obejmuje większość spółek, a wskaźniki szerokości rynku wzbiły się w górę, potwierdzając istotność trendu. W mgnieniu oka segment małych spółek z pariasa zmienił się w ulubieńca warszawskich salonów.
DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook