Analiza branżowa
Strefy euro warto bronić
Rozmowa z Manfredem Krausem, szefem pionu bankowości korporacyjnej banku HSBC w Niemczech
W ostatniej dekadzie takie kraje, jak USA, Wielka Brytania czy Francja doświadczyły silnego wzrostu deficytu handlowego. Politycy, zwłaszcza amerykańscy, tłumaczą to często nieuczciwą konkurencją ze strony krajów rozwijających się, głównie Chin, które jakoby zaniżają kurs swojej waluty. Jak to możliwe, że Niemcom udało się zachować eksportowy model rozwoju?
Wyjaśnień jest kilka. Po pierwsze, ważna jest struktura niemieckiego sektora przemysłowego, z 3,5 mln spółek większość stanowią rodzinne. To daje nam przewagę nad innymi krajami, bo takie spółki są bardzo elastyczne. Po drugie, zakres niemieckiej produkcji przemysłowej jest bardzo szeroki, a zarazem dobrze dopasowany do potrzeb krajów rozwijających się. Zgłaszają one silny popyt na ciężkie maszyny i wszystko, co jest potrzebne do budowy infrastruktury, a także na rozmaite urządzenia produkcyjne. A Niemcy takie właśnie produkty eksportują.
Po trzecie, podczas gdy w minionej dekadzie jednostkowe koszty pracy rosły niemal we wszystkich krajach Europy, w Niemczech utrzymywały się one na niezmienionym poziomie. Było to możliwe dzięki bardzo umiarkowanym umowom płacowym. W efekcie mogliśmy utrzymać konkurencyjność eksportu nawet w takich segmentach rynku, gdzie liczy się nie tyle jakość, ile niskie ceny.
Producenci żartują, że do Chin eksportuje się tylko jedną partię towaru. Później Chińczycy go po prostu kopiują. W jaki sposób niemieccy eksporterzy się przed tym zabezpieczają?
To jest kwestia typu produktów, które się eksportuje. Skomplikowanych urządzeń tak łatwo nie można skopiować. Zresztą nie liczy się tylko ich projekt, ale też trwałość, oprogramowanie, jakość obsługi serwisowej – tego nie da się naśladować. Poza tym inżynierowie, stanowiący kręgosłup niemieckiego przemysłu, mają lata doświadczeń w produkcji maszyn i ustawicznie je ulepszają. Wciąż więc mają do zaoferowania coś nowego, lepszego.
Nadwyżka eksportowa Niemiec zaczęła wyraźnie rosnąć na początku minionej dekady, czyli tuż po powstaniu strefy euro...
Tak, przyjęcie euro było dla nas bardzo ważne. Wcześniej wiele krajów europejskich konkurujących z Niemcami miało możliwość podbijania swojego eksportu na drodze dewaluacji walut. Dziś w przypadku krajów ze strefy euro nie jest to możliwe. Z drugiej strony, w pierwszych latach po przystąpieniu Niemiec do unii walutowej niemieccy eksporterzy cierpieli z powodu zbyt wysokiego kursu, po jakim wymieniano markę na euro (Niemcy musieli za jedno euro oddać 1,96 marki – przyp. red.). Musieli przezwyciężyć ten problem, m.in., zwiększając wydajność produkcji i trzymając w ryzach jednostkowe koszty pracy. Ten proces rozpoczął się już wcześniej, bo dewaluacje walut przez konkurentów Niemiec też skłaniała niemieckich eksporterów do poprawiania swojej konkurencyjności. Niemniej po powstaniu unii walutowej wysiłki te zostały zintensyfikowane i procentują do dziś.
Sugeruje pan, że euro przyczyniło się do eksportowego sukcesu Niemiec, bo zmusiło producentów do poprawy konkurencyjności. Czy nie było jednak tak, że euro pozwoliło Niemcom zwiększać eksport, bo waluta ta jest od wielu lat znacznie słabsza niż byłaby marka? Część ekonomistów, np. Barry Eichengreen, sugeruje wręcz, że Niemcom właśnie dlatego zależało na przyjęciu do strefy euro państw zupełnie na to niegotowych, np. Grecji. Z tego punktu widzenia dziś w interesie Berlina leży obrona strefy euro w obecnym kształcie, czyli ze słabymi ogniwami.
Gdyby Niemcy nie mieli euro, waluta tego kraju uległaby dużej aprecjacji, co utrudniłoby eksport. Ale Niemcy nie bronią strefy euro tylko w celu zachowania tej waluty, ale też idei zjednoczonej Europy. Wspólny europejski rynek obejmujący kilkaset milionów ludzi stanowi znacznie lepszą przeciwwagę dla USA oraz Indii czy Chin liczących po ponad miliard mieszkańców.
Czy sądzi pan, że proeksportowy model rozwoju Niemiec jest czymś, co inne kraje UE powinny kopiować?
DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook