PARKIET.COM

Inne serwisy

  • finanse
  • giełda
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • gry

Świat

Hiszpania - kac po boomie

GS 23-01-2010, ostatnia aktualizacja 23-01-2010 18:03
Wielkość tekstu: A A A
„Redukcja deficytu budżetowego jest wymogiem, który może zepchnąć na dalszy plan inne cele naszej polityki gospodarczej, jeśli zajdzie taka konieczność” Jose Luis Rodriguez Zapatero, PREMIER HISZPANII
źródło: Bloomberg
„Redukcja deficytu budżetowego jest wymogiem, który może zepchnąć na dalszy plan inne cele naszej polityki gospodarczej, jeśli zajdzie taka konieczność” Jose Luis Rodriguez Zapatero, PREMIER HISZPANII

Wiosną ubiegłego roku hiszpańskie władze zarządziły przesunięcie stojącego w centrum Madrytu pomnika Krzysztofa Kolumba o 100 metrów dalej, co zapewniło na kilka miesięcy pracę 65 robotnikom. Rządowy „Plan E”, który kosztem 8 mld euro miał pobudzić hiszpańską gospodarkę, obfitował w podobne projekty.

Niebezpodstawnie żartowano, że socjalistyczny premier Jose Luis Zapatero zbyt dosłownie zrozumiał zalecenie Johna Maynarda Keynesa, że lepiej jest zatrudnić ludzi przy kopaniu i zasypywaniu dołów, niż pozwolić, aby pozostali bez pracy.

Determinacji hiszpańskiego rządu trudno się jednak dziwić. Stopa bezrobocia skoczyła tam w listopadzie do 19,4 proc., z 8,6 proc. dwa lata wcześniej. W strefie euro stopa bezrobocia w tym samym czasie zwiększyła się do 10, z 7,3 proc. W całej UE z większymi problemami na rynku pracy zmaga się tylko Łotwa. Dramatyczny wzrost bezrobocia w Hiszpanii jest skutkiem pęknięcia w 2007 r. bańki na rynku nieruchomości, wieńczącego niemal dekadę wzrostu gospodarczego opartego na budownictwie. Rozpoczęła się ona w 1999 r., gdy Madryt przyjął euro, a wraz z nim niższe niż wcześniej stopy procentowe.

W pewnym momencie budowano tam więcej domów niż w Niemczech, we Włoszech i w Wielkiej Brytanii łącznie. Teraz jednak iberyjski kraj cierpi na strukturalnego kaca. Więk­szość no­wych bez­ro­bot­nych to nie­wy­kształ­ce­ni ro­bot­ni­cy bu­dow­la­ni, któ­rych miej­sca pra­cy znik­nę­ły bez­pow­rot­nie. Dla­te­go ro­bo­ty pu­blicz­ne, sta­no­wią­ce rdzeń „Pla­nu E”, czy też prze­wi­dzia­ny na ten rok plan zwięk­sze­nia za­trud­nie­nia w sek­to­rze bu­dow­la­nym kosz­tem 5 mld eu­ro, nie są w sta­nie zre­du­ko­wać bez­ro­bo­cia. W tym ce­lu rząd mu­siał­by po­sta­wić na roz­wój in­nych sek­to­rów go­spo­dar­ki, a tak­że grun­tow­nie zre­for­mo­wać nie­efek­tyw­ne in­sty­tu­cje ryn­ku pra­cy: dwie trze­cie Hisz­pa­nów pra­cu­je na eta­tach, a kosz­ty ich zwol­nie­nia na­le­żą do naj­wyż­szych na świe­cie, po­zo­sta­li zaś ma­ją tym­cza­so­we umo­wy i gdy tyl­ko ko­niunk­tu­ra się po­gor­szy, na­tych­miast tra­cą za­trud­nie­nie.

Prze­pro­wa­dze­nie zmian wy­ma­ga jed­nak cza­su. Na ra­zie więc Hisz­pa­nię cze­ka dal­szy wzrost sto­py bez­ro­bo­cia: we­dług więk­szo­ści pro­gnoz w tym ro­ku prze­kro­czy ona 20 proc.To będzie trzymało w ryzach wydatki konsumpcyjne, hamując ożywienie gospodarcze. Na domiar złego może doprowadzić do wstrząsów w hiszpańskim systemie bankowym, który dotychczas wykazywał nadzwyczajną odporność na kryzys. Duże banki i popularne tam kasy oszczędnościowo-kredytowe do końca grudnia zakumulowały nieruchomości o wartości około 8,5 mld euro, przejęte od niewypłacalnych kredytobiorców (głównie deweloperów, ale też indywidualnych klientów).

Liczyły na to, że sprzedadzą je, gdy odbije się popyt konsumpcyjny, unikając w ten sposób strat. To odbicie zbyt długo jednak nie nadchodzi. Wobec narastających problemów z płynnością banki zaczęły więc wyprzedawać domy. To nieuchronnie spowoduje ich przecenę – dotychczas niewielką – i zmusi banki do odpisów od aktywów.

Przede wszystkim jednak wysokie bezrobocie ogranicza wpływy podatkowe i jednocześnie zwiększa wydatki rządu na zasiłki dla bezrobotnych, przez co stało się źródłem poważnych problemów budżetowych Madrytu.W 2009 r. deficyt hiszpańskich finansów publicznych według szacunków Komisji Europejskiej sięgnął 11,2 proc. PKB, a więc blisko czterokrotnie więcej, niż dopuszcza UE. W tym roku Madryt nie zdoła zapewne ograniczyć go bardziej niż do około 10 proc.Pomimo tych trudności na razie nic nie zapowiada, żeby Hiszpania miała wkrótce podzielić los Grecji i stracić zaufanie inwestorów.

W przeciwieństwie do Aten Madryt przez wiele lat przed kryzysem miał uporządkowany budżet. W 2007 r. hiszpański dług publiczny wynosił 36 proc. PKB, podczas gdy średnia dla strefy euro sięgała 66 proc. Kilka lat głębokich deficytów budżetowych nie będzie w stanie tego kontrastu zniwelować, zwłaszcza że inne kraje eurolandu także zmagają się z problemami fiskalnymi. Jak prognozuje KE, do końca 2010 r. dług publiczny Hiszpanii sięgnie 66 proc. PKB, a całej strefy euro 84 proc.

To właśnie te dysproporcje gwarantują Madrytowi wysoką ocenę długoterminowej wiarygodności kredytowej. Choć agencja ratingowa Standard & Poor’s rok temu obniżyła ją o jeden stopień, z najwyższego AAA do AA+, na dalsze redukcje się nie zanosi (agencja Moody’s utrzymuje rating hiszpańskich obligacji na najwyższym poziomie).

Poprzednia
1 2
PARKIET
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów: