Felietony

Śpiesz się powoli

Bezpieczniej byłoby intencjonalnie mocno spóźnić podwyżki stóp
i zacząć je dopiero wtedy, gdy oznaki stabilnego ożywienia
gospodarczego będą bardziej niż ewidentne albo wręcz gdy pojawią się symptomy przegrzania koniunktury.

Marcin Mróz, główny ekonomista, Grupa Copernicus

Foto: Archiwum

Po październikowym spotkaniu Fedu zrobiło się naprawdę ciekawie. W komunikacie prasowym opublikowanym po ostatnim spotkaniu amerykański bank centralny zasugerował bowiem, że już w grudniu oceni, czy zachodzi potrzeba podniesienia stóp procentowych. Wraz z tym oświadczeniem podwyżka amerykańskich stóp procentowych przestała być czymś nieokreślonym i odległym, a stała się czymś namacalnym, czymś, co może zaistnieć w rzeczywistości gospodarczej już w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Tym samym, mówiąc bez większej przesady, zbliżamy się do jednego z najważniejszych wydarzeń w najnowszej historii światowej gospodarki. Niestety, nie jest to wydarzenie pozbawione ryzyka. Ryzyko jest, i to całkiem spore.

Mówiąc o ryzyku związanym z prowadzeniem polityki pieniężnej w ciekawych czasach, musimy pamiętać przede wszystkim o tym, że gdy stopy procentowe spadają do zera, polityka banku centralnego staje się bardziej grą psychologiczną niż precyzyjnym działaniem. Powiedzmy wprost – w takich warunkach polityka dodruku pieniądza jest działaniem opartym na wierze. Trzeba drukować pieniądz i wierzyć, że to zadziała. I czasem zadziała, a czasem nie. Zależy to choćby od tego, czy bankowi centralnemu uda się przekonać konsumentów do tego, że dodrukiem pieniądza wywoła inflację lub (jak to było w ostatnich latach) przekonać rynki finansowe do tego, że – niezależnie od okoliczności – będzie się je wspierać świeżym pieniądzem tak długo, jak to będzie konieczne. A co dla nas równie istotne, również w drugą stronę, przy normalizacji polityki pieniężnej, czyli przy wycofywaniu się z niestandardowych działań tejże polityki, psychologia odgrywa porównywalnie kluczową rolę. Proces normalizacji trzeba bowiem wdrożyć w ten sposób, by utrzymać przekonanie, że pomimo mniejszego wsparcia banku centralnego gospodarka będzie rosła, a rynki finansowe pozostaną w dobrej kondycji. Czyli należy zrobić to tak, by nie przestraszyć nikogo. Ani konsumentów, ani firm, ani rynków finansowych.

Trzeba przyznać, że do tej pory Fed radził sobie z tym zadaniem całkiem nieźle. Amerykański bank centralny przystąpił do normalizacji w sposób przemyślany, prowadząc bardzo dobrą politykę komunikacyjną, a przede wszystkim robiąc wszystko bardzo, bardzo powoli. Nie bez przyczyny najpierw przez długi czas Fed zapowiadał koniec dodruku pieniądza, a następnie przez długi czas stopniowo ten dodruk wygaszał. Czynił tak po to, by nikogo nie wystraszyć, by niczego nie zepsuć. I udało się – pierwszy etap normalizacji (czyli odejście od dodruku pieniądza) zakończył się sukcesem. Czyli, innymi słowy, proces ten nie wywołał żadnych negatywnych konsekwencji ani dla gospodarki amerykańskiej, ani dla gospodarki światowej. A teraz, gdy zbliżamy się do kolejnego etapu normalizacji, czyli do wzrostu stóp procentowych, Fed stosuje podobną strategię, robiąc wszystko przejrzyście i powoli. Najpierw przez długie miesiące powoli urabiał i rynki, i gospodarkę, mówiąc, że kiedyś trzeba będzie podwyższyć stopy procentowe. Przyzwyczajał wszystkich do tej myśli, tak by w sytuacji, gdy już pojawi się podwyżka stóp, wszyscy przyjęli ją jako coś normalnego, oczekiwanego i nieinwazyjnego. By nie było żadnych gwałtownych reakcji mogących popsuć sytuację gospodarczą czy rynkową. Teraz, po wielu miesiącach prowadzenia polityki komunikacyjnej przygotowującej grunt pod decyzję o podwyżce stóp, Fed najprawdopodobniej uznał, że już urobił wszystkich na tyle, że może sobie pozwolić na pierwszą podwyżkę.

No właśnie, tu zaczyna się stąpanie po cienkim lodzie. Bo choć obecne, trwające już ponad 70 miesięcy, ożywienie w amerykańskiej gospodarce jest jednym z najdłuższych w historii, to niestety jest to ożywienie trochę sztuczne. Osiągnięte zostało bowiem przy bezprecedensowo mocnym wsparciu polityki pieniężnej. Czyli przy stopach procentowych na poziomie zera, rekordowo wysokiej nadpłynności i rynkach finansowych podrasowanych ekspansywną polityką pieniężną z poprzednich lat. Niebezpodstawne jest więc pytanie, czy wzrost gospodarczy za wielką wodą zdoła się utrzymać w sytuacji, gdy zniknie przynajmniej jeden z wymienionych trzech filarów monetarnego wsparcia? Ryzyko takie istnieje i nie można go ignorować.

Biorąc pod uwagę powyższe ryzyko, oczywiście bezpieczniej byłoby intencjonalnie mocno spóźnić podwyżki stóp i zacząć je dopiero wtedy, gdy oznaki stabilnego ożywienia gospodarczego będą bardziej niż ewidentne albo wręcz gdy pojawią się symptomy przegrzania koniunktury. Ale, sądząc po październikowym komunikacie, Fed chyba nie chce już czekać. A więc co dalej w takiej sytuacji? Biorąc pod uwagę ryzyko fundamentalne oraz wyciągając wnioski z dotychczasowych działań Fedu, można założyć, że – tak jak do tej pory – wszelkie działania tej instytucji będą przejrzyste i powolne. Czyli mamy duże szanse na to, że grudniowa podwyżka stóp (jeśli rzeczywiście się pojawi, bo nie jest to jeszcze przesądzone) albo będzie miała charakter symboliczno-incydentalny (i na przykład w całym przyszłym roku Fed nie ruszy już kosztu pieniądza), albo, jeśli zapoczątkuje cykl, to cykl ten będzie bardzo, bardzo powolny, a kolejne symboliczne podwyżki przedzielać będą wielomiesięczne bądź wręcz wielokwartałowe okresy nicnierobienia i obserwowania gospodarki. Tak by nie przestraszyć nikogo. Ani konsumentów, ani firm, ani rynków finansowych.

Jednak nawet przy najbardziej ostrożnej polityce podwyżek wciąż polityka ta będzie stąpaniem po bardzo cienkim lodzie, cienkim lodzie stworzonym z przekonania o trwałości dobrych nastrojów konsumentów i inwestorów. Jeśli więc Fed spełni swe październikowe sugestie i rzeczywiście w grudniu rozpocznie cykl podwyżek stóp procentowych, to trzeba będzie trzymać kciuki za amerykańską gospodarkę. Trzymać kciuki przede wszystkim za to, by uzasadniona była wiara Fedu w to, że zdołał on zaczarować konsumentów, firmy i inwestorów na tyle, że podwyżka stóp rzeczywiście nie zrobi na nich większego wrażenia.


Wideo komentarz