Na swoich stronach spółka Gremi Business Communication Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

PARKIET.COM

Inne serwisy

Jesteś na: parkiet.com » Gospodarka » Region

KOMENTARZ DNIA

Region

Białoruś: o zyskach i trudach wyjazdu do Polski na zakupy

pap 09-02-2013, ostatnia aktualizacja 09-02-2013 13:00
Wielkość tekstu: A A A

O korzyściach, ale też niedogodnościach zorganizowanych wyjazdów na zakupy do Polski, pisze w sobotę państwowa gazeta białoruska "Zwiazda". W naszym kraju Białorusini mogą dużo taniej kupić żywność, markową odzież czy artykuły przemysłowe.

Wyjazdy mikrobusami do Polski na zakupy kosztują równowartość około 35 dolarów. Organizowane są nie tylko w leżącym przy granicy Grodnie, ale też w Mińsku.

"Kiedy nie mamy własnego samochodu, albo ochoty stać w długich kolejkach, płacić zagranicznego ubezpieczenia oraz ewentualnych mandatów, lepiej pojechać autobusem. Krajowe firmy turystyczne licznie oferują taką usługę" - pisze reporter "Zwiazdy", który wybrał się w taką podróż.

W Mińsku mikrobusy ruszają spod dworca kolejowego w centrum miasta w piątek wieczorem, a wracają w niedzielę rano. Obie noce pasażerowie spędzają w fotelach oraz na granicy.

Chociaż dla autobusów turystycznych są osobne pasy, dzięki czemu unikają one kilkudniowego niekiedy stania w kolejce jak tiry, to odprawa i tak trwa dość długo. Autor zwraca przy tym uwagę, że o ile na polskiej granicy pasażerowie mają do czynienia tylko z jednym pogranicznikiem, to na białoruskiej - aż z trzema. "Przyszedł jeden pogranicznik, policzył ludzi. Podjechaliśmy kawałek do przodu. Przyszedł drugi, zebrał paszporty i z nimi wyszedł. (...) Potem jeszcze jeden pogranicznik otwiera szlaban na drodze do Polski" - opisuje autor.

I zastanawia się, "czy nie lepiej byłoby, zwłaszcza w okresie deklarowanej (przez władze białoruskie - PAP) optymalizacji (ochrony granicy państwowej), aby pierwszy krajowy pogranicznik od razu zabierał paszporty, a zamiast trzeciego w ogóle postawić otwierany zdalnie szlaban automatyczny?".

W Polsce autobusy mają ściśle określoną trasę i grafik. Jeszcze w nocy podjeżdżają na targowisko w Białymstoku, gdzie kupowane są takie towary jak herbata, kawa, czekolada, proszki do prania. Kolejny punkt programu to hipermarket, gdzie Białorusini kupują sery, artykuły mięsne i rybne czy jogurty.

Autor podaje przykłady artykułów, których kupno opłaca się Białorusinom: litrowe opakowanie polskiego jogurtu za 7 zł, półkilogramowe znanej marki zagranicznej za 2,85 zł, czy bardzo drogi w sklepach białoruskich ser "Prezydent" za 4,30 zł.

Trzeci przystanek to kiermasz odzieżowo-przemysłowy. "Dokoła pełno samochodów na białoruskich numerach rejestracyjnych, przede wszystkim grodzieńskich. Wszędzie słychać nasz język, który dobrze znają również sprzedawcy" - czytamy.

Ostatni punkt programu dla wielu pasażerów jest najważniejszy: to znajdujący się pod jednym dachem hipermarket, galeria markowych butików i sklep ze sprzętem radiowo-telewizyjnym. Tam wielu pasażerów kupuje telewizory czy laptopy korzystając z możliwości odliczenia VAT w ramach Tax Free.

Około godz. 18 w sobotę autobus kieruje się w drogę powrotną. Na granicy dość długo trwa załatwianie formalności związanych z zakupami Tax Free, bo pasażerowie muszą pokazać wszystkie nabyte w jego ramach towary. Ale największą uciążliwością jest konieczność wyjścia z mikrobusu wraz ze wszystkimi bagażami do kontroli celnej po stronie białoruskiej, która w dodatku długo trwa.

"Dużo jeździłem po świecie, autobusami też. Ale tylko u nas widziałem, żeby na granicy pasażerów zmuszać do wyjścia, wzięcia wszystkich swoich rzeczy i pakunków i przejścia z nimi do sali kontroli celnej. (...) Szkoda mi zwłaszcza starszych kobiet, które zrobiły wielkie tanie zakupy. Brakuje im rąk i sił, żeby taszczyć w tę i z powrotem swoje rzeczy" - pisze autor.

Formalności na granicy kończą się około godz. 1 w nocy. "Spędziliśmy na granicy prawie osiem godzin" - relacjonuje autor, zwracając uwagę, że przez ten czas można byłoby dojechać do Mińska i z powrotem.

Kiedy mikrobus dociera w niedzielę rano do Mińska, wszyscy są zmęczeni dwiema nocami na granicy. Reporter zarzeka się w rozmowie z innymi pasażerami, że więcej nie zdecyduje się na podobne doświadczenie. "Wszyscy z początku tak myślą - odpowiada mu z uśmiechem sąsiad. - Ale pochodzi pan po naszych sklepach i zmieni zdanie. Ja za każdym razem mam dość. Ale jeżdżę już z dziesięć lat".

Przeczytaj więcej o:  białoruś , gospodarka , handel , Polska

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: