Analiza i rynek
NewConnect – ziemia obiecana dla spekulantów
Rynek dla innowacyjnych spółek i inwestorów z wyobraźnią – tak przed trzema laty reklamowano alternatywny rynek GPW. Dziś nie ulega już wątpliwości, że innowacji na NewConnect jest co nie miara, a grający na nim inwestorzy muszą mieć naprawdę bujną wyobraźnię
Powołanie do życia latem 2007 r. alternatywnej platformy obrotu NewConnect nie bez powodu uważane jest za jeden z kamieni milowych rozwoju polskiego rynku kapitałowego. W ciągu trzech lat istnienia na NC pojawiło się ponad 300 spółek, dla wielu mała giełda stała się przystankiem w drodze na rynek główny. Wszystko dzięki uproszczonej ścieżce upublicznienia i mniejszej liczbie obowiązków ciążących na emitentach.
Niestety, coraz częściej plusy alternatywnego rynku nie przesłaniają licznych jego minusów.
NewConnect jak rollercoaster
Jednym z nich z perspektywy wielu inwestorów i emitentów jest duża zmienność kursów akcji, nieporównywalnie wyższa niż na głównym parkiecie. Wpływ na to ma m.in. płytkość rynku, brak widełek dynamicznych i szerokich widełek statycznych czy praktyka dopuszczania do obrotu akcji odpowiadających niewielkiej części niedużego z reguły kapitału zakładowego. Sprawia to, że na porządku dziennym na NewConnect są gwałtowne, kilkudziesięcioprocentowe sesyjne skoki kursów. Z szacunków „Parkietu" wynika, że spośród 310 notowanych dziś na NewConnect spółek jedna czwarta w ciągu ostatniego roku choć raz doświadczyła co najmniej 100-proc. zwyżki kursu w okresie mniejszym niż jeden miesiąc. Z reguły była ona bardzo nietrwała.
Charakterystyczne jest, że takie skoki co do zasady nie mają wiele wspólnego z bieżącą sytuacją i kondycją danych spółek. Często eksplozja kursu towarzyszy debiutowi na NewConnect, sprawiając, że młode, często kilkumiesięczne biznesy wyceniane są dziesięciokrotnie i więcej wyżej niż ich wartość księgowa. O ile w przypadku spółek nowych technologii bazujących na unikalnym know-how nieuwzględnionym w wycenie księgowej można to jeszcze zrozumieć, o tyle taka wycena firmy zajmującej się skupem złomu czy produkcją wkrętów może budzić co najmniej zdziwienie. Nasuwa więc to przypuszczenie, że mamy do czynienia z manipulacją.
Spółdzielcy z alternatywnego rynku
W dość powszechnym, choć siłą rzeczy niepodpartym żadnymi twardymi dowodami mniemaniu za znakomitą większość tego rodzaju zwyżek odpowiadają działające na NewConnect grupy inwestorskie, firmy bądź mniej lub bardziej zorganizowane koalicje giełdowych graczy, specjalizujące się m.in. w nabywaniu akcji w ofertach prywatnych poprzedzających debiut.
Niechętni nazywają te grupy „spółdzielniami", sugerując, że ich członkowie wspólnym wysiłkiem śrubują kursy akcji, handlując walorami między sobą, by w odpowiednim momencie po zainteresowaniu spółką odpowiedniej liczby niewtajemniczonych graczy wyjść z inwestycji. Bez względu na prawdziwość tych spekulacji rzekome lub rzeczywiste pojawienie się w akcjonariacie „grupy płockiej", „Wrocławia" czy „Poznania" z reguły skutkuje gwałtowną zwyżką notowań, po której na ogół następuje równie dynamiczny spadek.
Słodki stan nieświadomości
Wśród inwestorów indywidualnych panuje przekonanie, że niektóre spółki nieprzypadkowo doświadczają opisanego zjawiska. Padają opinie, że ich zarządy i główni akcjonariusze fakt stania się „grzanką" wliczają w koszt pozyskania kapitału w ramach preIPO od określonej, specyficznej kategorii inwestorów, otrzymując od grup inwestorskich propozycje „animacji" kursu. Z ankiety „Parkietu" wśród kilkudziesięciu spółek, których wyceny w ostatnich miesiącach podlegały największym wahaniom, wynika, że ich zarządy nie mają wiedzy o tego rodzaju propozycjach, nie podejrzewają również manipulacji ich kursem. Zwyżki notowań wiążą się w ich ocenie z poprawą kondycji firmy i perspektywami jej rozwoju, spadek z zasady jest dla nich niezrozumiały. Nieoficjalnie przedstawicielom „grzanek" zdarza się przyznać, że oferty podkręcenia kursu w zamian m.in. za sprzedaż akcji po niższej cenie lub gratyfikację w innej formie były im składane, jednak z nich nie skorzystano.
Przygotowania do „odpału"
By inwestycja stała się dla wybranych inwestorów wybitnie zyskowna, część pracy musi zostać wykonana jeszcze na etapie tworzenia spółki. Klasyczny, choć zgrany schemat jest dość prosty – gros akcji obejmowanych jest po niskiej, często odpowiadającej nominałowi cenie, a mniejsze transze sprzedawane są z kilku-, czasami nawet dziesięciokrotną przebitką. Im wyższa cena nabycia, tym transza jest mniejsza. Poza nielicznymi skrajnymi przypadkami kurs odniesienia na debiutanckiej sesji odpowiada cenie z ostatniej transakcji, nieprzypadkowo najwyższej.
DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook