Sztuka

Papiery zawsze wartościowe

Inwestycje › Nie prasujemy starych akcji i obligacji, bo stracą wartość.

Zainteresowanie wzbudzi papier zaprojektowany przez Józefa Mehoffera.

Foto: Archiwum

10–12 lutego odbędzie się w Warszawie trzydniowa aukcja historycznych papierów wartościowych, numizmatów i odznaczeń. Organizuje ją Gabinet Numizmatyczny Damiana Marciniaka (www.aukcje.gndm.pl). Pierwszego i drugiego dnia odbędą się aukcje stacjonarne, trzeciego tylko licytacja internetowa.

200 zł kosztuje rzadki papier Towarzystwa Przemysłu Węglowego.

Foto: Archiwum

Pod młotek trafi dwa tysiące obiektów, w tym 46 historycznych papierów wartościowych z cenami wywoławczymi od 80 do 6 tys. zł. Większość cen waha się w przedziale 100–200 zł. Nie są to zatem rarytasy dla koneserów. Są tam jednak papiery o wybitnej wartości dekoracyjnej. Mogą być elegancką ozdobą nie tylko wnętrza kancelarii finansowej, ale także np. stylowej kawiarni.

Prezent dla dziecka

Gabinet Numizmatyczny D. Marciniaka działa od 2003 roku. Branża cieszy się, że pierwszy raz w kraju odbędzie się wielodniowa aukcja – „Będzie tak samo jak na świecie". Antykwariusze liczą, że trzydniowa aukcja będzie pozytywnie promować branżę pośród najszerszej grupy potencjalnych odbiorców i w mediach.

6 tys. zł kosztuje unikat z 1860 roku.

Foto: Archiwum

Efektownie wygląda papier z 1921 roku Polskiego Przemysłu Naftowego (cena wyw. 250 zł). Ciekawą grafikę ma papier Towarzystwa Przemysłu Węglowego (wyw. 200 zł). Atrakcyjnie wygląda akcja firmy Fizner i Gamper.

Bezkonkurencyjny jest papier z 1919 roku Pierwszej Fabryki Lokomotyw (cena wyw. 2 tys. zł). Autorem projektu jest wielki artysta Józef Mehoffer (1869–1946). Piszę „wielki", bo to jedyny polski malarz, który ma trwałą wysoką pozycję w światowych leksykonach sztuki.

Dekoracyjną wartość ma akcja Polskiego Przemysłu Naftowego.

Foto: Archiwum

Ceniony jest jako autor witraży w gotyckiej kolegiacie w Fryburgu w Szwajcarii. W 1895 roku młodziutki artysta wygrał mocno obsadzony międzynarodowy konkurs. Ciekawostką jest to, że sportretował w witrażach wielu swoich znajomych, np. malarza Tadeusza Makowskiego.

Jest w aukcyjnej ofercie także banknot o nominale 100 zł z 1932 roku (pozycja 163). Szkoda, że w opisie katalogowym nie wspomniano, że ten zapewne najpiękniejszy polski banknot to także dzieło Mehoffera.

Warto kupić banknot i „poczytać" symbole użyte przez Mehoffera (cena wyw. 200 zł). To znakomity prezent dla dziecka, które chcemy zainteresować historią Polski. Historią pozytywną – budowania, a nie umartwiania się.

Dzbanek porcelanowy od kompletu z XIX w. z wytwórni w Wałbrzychu.

Foto: Archiwum

W branży numizmatycznej co rok przybywa sprzedawców, a pula towaru jest z grubsza ta sama. Zobaczymy, czy aukcja Marciniaka obniży jakość oferty w innych firmach? Kolejna aukcja odbędzie się prawdopodobnie 9–10 czerwca, zgromadzono już ok. 2 tys. obiektów.

Historyczne papiery wartościowe można zobaczyć np. w Muzeum Czapskich w Krakowie (www.mnk.pl). Emeryk Hutten-Czapski (1828–1896) był największym polskim kolekcjonerem numizmatów. W 1903 roku rodzina zbiory przekazała narodowi. Rarytasy prezentowane w Muzeum Czapskich wyjątkowo rzadko osiągalne są na rynku. Jeżeli się pojawiają, to pojedyncze sztuki, raz na kilkadziesiąt lat.

Złotówka za 80 tys. zł

W ofercie firmy Damiana Marciniaka warto zwrócić uwagę na monetę, której nie ma w żadnym polskim muzeum. To złotówka z 1664 roku z portretem króla Jana Kazimierza (cena wyw. 80 tys. zł). Moneta ma w katalogu całostronicowy opis.

Zachęcam do czytania opisów. Z lektury wynika, że w numizmatyce zawarty jest kawał historii Polski, naszej gospodarki. Podczas lektury uświadamiamy sobie, jak cena zależy od rodowodu, rzadkości, urody i stanu zachowania monety.

10 dukatów z 1644 roku z portretem Władysława IV Wazy także opisano na całej stronie katalogu (cena wyw. 125 tys. zł). To moneta o wybitnej urodzie, doskonale zachowana, zachwyci nawet laika.

Kolekcjonerów zaintryguje moneta z 1842 roku o nominale 10 kopiejek – 20 groszy (pozycja w katalogu 1206). To jedna z najrzadszych monet okresu zaborów. Moneta nie była wprowadzona do obiegu, nakład nie jest znany (cena wyw. 10 tys. zł). W zbiorach publicznych notowany jest jeden egzemplarz. Podobną historię ma moneta z 1842 roku o nominale 5 kopiejek – 10 groszy (cena wyw. 15 tys. zł).

Drogie bony dewizowe

Warto zwrócić uwagę także na rzadkie banknoty. Rarytasem jest bardzo dobrze zachowany banknot Królestwa Polskiego z 1841 roku (pozycja 44, cena wyw. 16 tys. zł).

Osobny dział to niepozorne pieniądze zastępcze. Takie przysłowiowe świstki papieru laik wyrzuci do śmieci, gdy znajdzie je pośród pamiątek odziedziczonych po przodkach. W ofercie są też bony dewizowe banku Pekao z czasów PRL. Takich bonów Polacy, obserwuję to np. w metrze, często używają jako zakładki do książki. Nie wiedzą, że bon może kosztować kilkaset złotych, a nawet kilka tysięcy.

Na koniec wątku numizmatycznego przypomnę, że jeśli ktoś znajdzie wśród domowych rupieci stary banknot lub historyczny papier wartościowy, to nie powinien prasować go przed zaniesieniem do antykwariatu. Konserwację może przeprowadzić tylko fachowiec!

Oczywiście monet nie czyścimy, ponieważ moneta bez patyny traci wartość handlową, kolekcjonerską. Obsesyjnie to przypominam, ponieważ przypadkowi właściciele z reguły „odświeżają" obligacje lub numizmaty przed sprzedażą. Tracą przez to możliwy zarobek.

W kraju jest coraz mniej antykwariatów, które wystawiają ambitne rzemiosło artystyczne, ponieważ budzi ono coraz mniejsze zainteresowanie. Można w takich antykwariatach wybrać coś na symboliczny prezent, np. dla babci i dziadka, którzy stale wspominają serwis rodzinny, zapamiętany z przed pół wieku. W stołecznym antykwariacie Connaisseur (www.connaisseur.art.pl) znajdziemy urodziwe meble z XVIII wieku, srebra, zegary, porcelanę.

W poznańskiej firmie Artykwariat (www.artykwariat.pl) jest przejrzysta strona internetowa z doskonałymi zdjęciami. Stale aktualizowana jest oferta różnych zabytkowych przedmiotów o wartości estetycznej i sentymentalnej.

Dawne rzemiosło artystyczne na naszym rynku, podobnie zresztą jak obrazy, pochodzi przede wszystkim z importu. Zawsze mieliśmy tego niewiele, bo nie było mieszczaństwa, które w innych krajach masowo zamawiało np. fotele, cukiernice, zegary podłogowe, grafiki czy artystyczne oprawy książek u introligatorów.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły