Sztuka

Cenowy wyścig zbrojeń

W 2018 r. wygrają odkrywcy niedoszacowanych dzieł.

Jacek Malinowski stworzył swój rozpoznawalny styl.

Foto: Archiwum

Magdalena Kępka uwieczniła zaułek miejski w Pirenejach.

Foto: Archiwum

Najlepsze obrazy same wyjdą na rynek. Po ubiegłorocznych rekordach cen właściciele obrazów będą chcieli wykorzystać okres hossy i zarobić jak najwięcej. Przypomnę, że najlepiej sprzedaje się dawna sztuka, obrazy powstałe przed 1939 rokiem. W minionym roku Desa Unicum (www.desa.pl) ustanowiła nowe rekordy. Za ok. 4,4 mln zł kupiono „Macierzyństwo" Stanisława Wyspiańskiego i za ok. 3,7 mln zł „Śmierć Wapowskiego" Jana Matejki.

Obraz Jagody Dziewanowskiej.

Foto: Archiwum

Portal rynku sztuki Artinfo.pl (www.artinfo.pl) opublikował raport o rynku, za darmo dostępny w Internecie. Największe emocje budzi analiza pt. „Top 1000". Wynika z niej, że największe obroty na aukcjach gwarantuje wybitna sztuka sprzed 1939 roku. Przed opublikowaniem raportu panowało przekonanie, że największe obroty zapewniają klasycy powojennej sztuki.

Jerzy Mierzejewski tworzył przez kilkanaście lat w Holandii.

Foto: Archiwum

Rasowi kolekcjonerzy boją się, że w 2018 roku handel aukcyjny zamieni się w wyścig rekordów, w cenowy wyścig zbrojeń. Skoro po raz pierwszy ogłoszono ranking, domy aukcyjne prawdopodobnie zaczną się ścigać z powodów ambicjonalnych. Natomiast kolekcjonerzy lubią spokój. Kupują w okazyjnych cenach, rekordy ich nie interesują.

Kogo kupić?

Dzieła Jerzego Mierzejewskiego nie zostały w pełni odkryte przez rynek.

Foto: Archiwum

Jakie obrazy są niedoszacowane? Co powinno kosztować zdecydowanie więcej i może podrożeć? Moim zdaniem w 2018 roku warto zainteresować dorobkiem malarskim Jerzego Mierzejewskiego (1917–2012). Zaskakuje fakt, że nastrojowe pejzaże artysty nie budzą należytego zainteresowania. Może jest tak dlatego, że obrazy Mierzejewskiego są nieco „staroświeckie" w wyrazie, mają stłumione kolory?

Mierzejewski przez kilkanaście lat z powodzeniem tworzył w Holandii. Odbył wiele podróży artystycznych. W 1996 roku ukazał się album o Mierzejewskim autorstwa Ireny Jakimowicz. Muzealnej wartości obrazy artysty w Desie Unicum (www.desa.pl) osiągały ceny do 40 tys. zł. To względnie niedużo na tle malarstwa porównywalnej, wysokiej jakości. Może względnie niskie ceny wynikają z tego, że artysta nie miał swojego wpływowego marszanda?

Mierzejewski ma swoją legendę. Na warszawskie wernisaże malarza przychodziło najświetniejsze towarzystwo, np. Krystyna Zachwatowicz, Andrzej Wajda, Janusz Morgenstern, autor niezapomnianego filmu „Do widzenia, do jutra". Kilkanaście lat temu specjalnie zrobiłem wywiad z Henryką Bochniarz, kiedy kupiła sobie pejzaż Mierzejewskiego. W 2018 roku wygrają ci miłośnicy sztuki, którzy w porę odkryją wybitne, niedoszacowane dzieła. Warto je kupić choćby tylko dla przyjemności patrzenia.

Kolekcjonerzy wyprzedają się dość często. Na przykład Polswiss Art. na aukcji w grudniu 2017 roku wystawił portret Angela Sommarugi namalowany przez Olgę Boznańską. Obraz wchodził w skład kolekcji Krzysztofa Musiała. Ten świetny obraz uzyskał względnie niską cenę 95 tys. zł (estymacja wynosiła 160–200 tys. zł). W 2017 roku obecne w handlu były także obrazy z kolekcji Marka Roeflera.

Kolekcjonerskie wyprzedaże

Pewnie na prośbę kolekcjonerów antykwariusze nie podają w katalogach informacji, skąd obraz pochodzi. Dlatego łatwo przeoczyć taką atrakcję. W nowym roku warto śledzić kolekcjonerskie wyprzedaże. Obrazy z ciekawym rodowodem to u nas stale rzadkość, a kolekcjonerzy z różnych powodów „czyszczą zbiory".

Przy okazji w ramach samokształcenia warto się zastanowić, czy zakup danego obiektu oraz jego sprzedaż były dla kolekcjonera opłacalne? Czy obraz kolekcjoner sprzedał w optymalnym momencie? Wymaga to wytropienia odpowiednich informacji, ale na tym polega nauka!

Generalnie oferta na rynku może być w tym roku jakościowo słabsza. W 2017 roku na aukcjach wyraźnie przybyło rzeczy przypadkowych: brzydkich obrazów, malunków czwartorzędnych malarzy, obrazów podpisanych w katalogach – „artysta nieznany" lub „obraz przypisywany". Średniej klasy malarstwo nie drożeje, nie może liczyć na rekordowe notowania. Skoro ceny nie zachęcają do sprzedaży, to dobre średniej klasy malarstwo nie zaleje rynku.

Światowe wydawnictwo SKIRA wyda lada dzień pierwszy anglojęzyczny album o polskim malarzu. Będzie to bogato ilustrowana monografia Fangora. Miała się ukazać już na Gwiazdkę, podobno zakończono już wszystkie korekty. Będzie to miłe otwarcie roku. Co to może zmienić?

Dla właścicieli dzieł Fangora będzie to miało symboliczne znaczenie. Poprawi im samopoczucie. Dla trzeźwo myślących, to impuls do refleksji, że nasza sztuka, stara i nowa, nie znana jest na świecie. Nasze sztuka ma lokalne znaczenie. Polska nie organizuje w świecie wystaw swojej sztuki, nie wydaje obcojęzycznych publikacji. Polska sztuka na międzynarodowym rynku kupowana jest przede wszystkim lub wyłącznie do odsprzedaży nad Wisłą, bo tylko tu ma wysokie ceny.

Za tysiąc złotych

Pierwszą aukcję w tym roku zorganizuje warszawska galeria 101 Projekt (www.101projekt.pl). Pod młotek trafią 72 dzieła młodych artystów, każda cena wywoławcza wynosi 1 tys. zł.

Artinfo.pl prawdopodobnie już na tej aukcji udostępni nową usługę. Na stronie firmy każdy będzie mógł na żywo obserwować przebieg aukcji. Każdy będzie mógł uczestniczyć w obserwowanej licytacji. Nowa usługa dostępna będzie za darmo, poza abonamentem. W styczniu odbędą się jeszcze co najmniej dwie aukcje młodych.

Może w 2018 roku ktoś zorganizuje publiczną dyskusję na temat, dlaczego na krajowym rynku sztuki od lat jest tak ubogi obieg informacji? Rynek ten nie ma branżowego pisma lub portalu, stale drukującego porady np. z dziedziny prawa lub ekonomii, stawiającego ważne dla klientów problemy, typu plaga falsyfikatów lub podawanie fikcyjnych cen po niektórych licytacjach.

Brak branżowego pisma lub choćby portalu świadczy o braku gotówki na finansowanie takiego forum wymiany myśli. Świadczy także o braku porozumienia pomiędzy najbogatszymi graczami na rynku, którzy mogliby i powinni sfinansować taki projekt. Brak ten to niepokojąca diagnoza rzeczywistej kondycji rynku. Upadły wszystkie wcześniejsze czasopisma, jak np. „Gazeta Antykwaryczna", „Sztuka.PL" czy „Art and Business". Z każdym z tych pism związany byłem przez lata, niektóre z nich współtworzyłem, wiem dlaczego upadły. Dziś antykwariusze, kolekcjonerzy, obserwatorzy rynku wspominają tamte miesięczniki z rozrzewnieniem. W branży potrzebne jest forum edukacji, wymiany myśli, miejsce walki o wartości...


Wideo komentarz

Powiązane artykuły