Okiem eksperta

Metale realizują książkowy scenariusz?

W ostatnich dniach ceny miedzi przebiły grudniowe maksima, osiągając poziom zbliżony do 7300 USD za tonę.

Patryk Pyka analityk, Dom Inwestycyjny Xelion

Foto: Archiwum

Doniesienia na temat negocjacji płacowych w Escondida (największej kopalni miedzi na świecie) stały się czynnikiem stymulującym dla wzrostu cen. W przeszłości tego typu negocjacje często kończyły się strajkami, co ostatecznie tworzy ryzyko ograniczenia w krótkim terminie podaży miedzi. Ceny „czerwonego metalu" znalazły się tym samym w kluczowym miejscu, będącym górnym ograniczeniem kanału trendu bocznego, w którym notowania tkwią od jesieni ub.r. Faktem jest, że dopóki konflikt handlowy na linii USA–Chiny nie zostanie rozstrzygnięty, na cenach może ciążyć presja w postaci ryzyka osłabienia gospodarki chińskiej (potencjalny skutek nałożenia zaporowych ceł przez USA). Obstawiając jednak pozytywne zakończenie negocjacji, dla cen miedzi droga na nowe tegoroczne szczyty pozostaje otwarta.

Wprawdzie wystrzał cen miedzi jest aktualnie najbardziej okazały i dostrzegany przez rynek, niemniej jednak nie można zapominać o innych metalach przemysłowych, jak chociażby aluminium, nikiel czy ołów, które wraz z rozpoczęciem II kwartału przeżywają równie dobre chwile. Tendencja ta wpisuje się w ogólne ramy obecnej fazy cyklu koniunkturalnego, która sprzyja wzrostowi cen surowców i potencjalnie tworzy solidną podstawę do podbicia dynamiki inflacji.

Aktywem, powszechnie traktowanym jako zabezpieczenie przed inflacją, jest złoto. W jego przypadku dodatkowo interesujący wydaje się być fakt, że w ostatnich tygodniach liczba otwartych długich pozycji spekulacyjnych osiągnęła najniższy poziom od dwóch lat. W poprzednich latach analogiczne zjawisko z reguły poprzedzało odbicie cen. Czy zatem powinniśmy się szykować na to, że do „peletonu" dołączą również metale szlachetne? Wiele wskazuje, że tak, choć w przypadku złota nie od dziś wiadomo, że bardzo istotny jest również kurs dolara. Tymczasem realizacja scenariusza jego deprecjacji zależy od spełnienia się dwóch założeń. Po pierwsze, FOMC musiałby pozostać przy komunikowaniu łącznie trzech podwyżek w tym roku, co oznacza, że po czerwcowym posiedzeniu pozostanie miejsce już tylko na jedną. Po drugie, EBC w czwartek musiałby dostarczyć na rynek „konkrety" w kwestii zakończenia programu QE. Niespełnienie nawet jednego z tych warunków może sprawić, że dolar podtrzyma swą dobrą passę (EURUSD ma olbrzymi wpływ na siłę USD w relacji do innych walut), jednocześnie ograniczając możliwości wzrostu cen złota denominowanego w dolarze.


Wideo komentarz