Finanse

GetBack nie zabije rynku obligacji firm

Gościem Przemysława Tychmanowicza w „Parkiet TV” był Mateusz Mucha, menedżer w DM Navigator.
Foto: parkiet.com

Czy po tym, co się stało z firmą GetBack, obserwujemy początek końca rynku obligacji korporacyjnych, jaki do tej pory znaliśmy?

Polski rynek obligacji korporacyjnych wciąż jest młody. Funkcjonuje od dziewięciu lat, kiedy to powstał rynek Catalyst. Natomiast rynek przechodzi pewne zmiany. Inaczej wyglądał on dziewięć lat temu, a jeszcze inaczej 15 lat temu, kiedy był to rynek stricte bankowy. Zaistniała obecnie sytuacja na pewno spowoduje pewne zmiany. Na pewno jednak nie można mówić o końcu rynku długu korporacyjnego.

Mówi pan, że jest to młody rynek. Czy więc takie wydarzenie jak problemy GetBacku nie podkopują do niego zaufania?

Oczywiście jest to duży cios, tym bardziej że przecież mowa jest o ponad 9 tys. obligatariuszy. Dla wielu inwestorów zapewne była to jedna z pierwszych albo nawet jedyna tego typu inwestycja. Z pewnością nie budzi to zaufania do rynku, natomiast trzeba pamiętać, że mieliśmy już przypadki emitentów, którzy stawali się niewypłacalni, chociaż na pewno nie była to aż tak duża skala jak obecnie. To nie zabiło rynku. Myślę, że teraz też, jeśli w kilku kolejnych miesiącach nie dojdzie do kolejnych niewypłacalności na większą skalę, to rynek się otrząśnie i pójdziemy dalej do przodu.

Tak jak pan powiedział, wiele osób przy okazji GetBacku po raz pierwszy kupiło obligacje korporacyjne. Te osoby wrócą jeszcze na rynek?

Możliwe, że nie. Trzeba jednak pamiętać, że środowisko niskich stóp procentowych zmusza do poszukiwania alternatywnych form inwestycji. Ostatnio widzimy chociażby, że popularny jest zakup mieszkań na wynajem. Inną formą inwestycji może być także zakup jednostek funduszu inwestycyjnego i powierzenie pieniędzy specjalistom. Z danych wynika, że obligacje GetBacku ulokowane w funduszach to była zdecydowana mniejszość. Poza tym część funduszy wzięła straty na siebie. Czasami więc lepiej powierzyć pieniądze specjalistom. Bez wątpienia jednak inwestorzy muszą być świadomi ryzyka, jakie biorą na siebie. Obligacje korporacyjne to nie są obligacje skarbowe i trzeba o tym rzetelnie informować.

Ostatnio w „Parkiecie" pisaliśmy, że bankomat z obligacjami się zaciął, a firmy szukają gotówki. Jak długo może trwać ta posucha i kogo może ona przede wszystkim dotknąć?

Widzimy chociażby, że żadna z firm windykacyjnych nie wyemitowała obligacji na większą skalę od momentu pojawienia się problemów GetBacku. Oni muszą oczywiście najbardziej obawiać się obecnej sytuacji, gdyż zarówno sama branża, jak i instrument znalazły się pod ostrzałem. Wydaje się jednak, że problemy mogą dotyczyć wszystkich branż, które są aktywne na rynku obligacji korporacyjnych, czyli np. deweloperów czy też firm pożyczkowych.

Wspomniał pan o deweloperach. Czy branża poradzi sobie z mniejszymi zastrzykami kapitału z rynku obligacji?

Myślę, że tak. Trudniej jest pozyskać kapitał, ale nie używałbym słowa „posucha". Emisje cały czas są plasowane, chociaż faktycznie nie dochodzą one do maksymalnych wartości, a marże poszły do góry. Co kwartał przyglądamy się rynkowi deweloperów. W I półroczu deweloperzy wyemitowali 700 mln zł obligacji, co pokazuje, że ten instrument cały czas jest wykorzystywany. Dodajmy jeszcze, że łączna wartość wyemitowanych obligacji w tej chwili to 3,5 mld zł i te obligacje w dużej mierze będą rolowane, gdyż deweloperzy cały czas pokazują bardzo mocną sprzedaż. Branża nie nadąża za popytem. Oczywiście, pojawiają się też zagrożenia. Widzimy, że coraz dłużej trwają procesy administracyjne. Trzeba także pamiętać, że wśród deweloperów są lepsze i gorsze podmioty i każdy z nich trzeba analizować oddzielnie. Nie wróżę jednak gorszych dni dla tego rynku.

Skoro spółki mają rolować obligacje, to na co muszą się przygotować? Większe marże, skrócenie „czasu życia" papierów?

Myślę, że do tego dojdzie. Robyg podwyższył ostatnio marżę obligacji o 15 pkt baz., z kolei Archicom o 55 pkt. Jeżeli ktoś nie musi teraz emitować obligacji, to radziłbym poczekać na to, aż rynek się trochę uspokoi. Jeśli natomiast ktoś ma potrzebę emisji obligacji, to musi się przygotować, że trudniej będzie to zrobić i zaproponować pewne zachęty inwestorom, czyli albo skrócić czas trwania obligacji, albo podwyższyć marże lub dodać zabezpieczenie. Przynajmniej przejściowo w tym kierunku rynek będzie podążał.

Po tym, co stało się z GetBackiem, rozpoczęła się dyskusja na temat rynku obligacji korporacyjnych i czy przypadkiem nie powinien on być doregulowany. Czy faktycznie potrzebujemy nowych regulacji?

Przy Ministerstwie Finansów został powołany zespół roboczy do spraw regulacji na rynku obligacji korporacyjnych, który zapewne zajmie się tą sprawą. W mojej ocenie obecne regulacje są wystarczające, tylko trzeba je lepiej egzekwować. Mam tu jednak na myśli regulacje po wejściu w życie zmian w ustawie o obrocie w związku z MiFID II. Mówią one, że każdy, kto składa zapis na obligacje, będzie musiał być klientem domu maklerskiego. Będzie musiał on mieć podpisaną z nim umowę i w jej ramach każdy klient będzie badany pod kątem profilu ryzyka i czy dane instrumenty są dla niego odpowiednie. Dom maklerski nie powinien więc kierować do niego ofert, które nie odpowiadają jego profilowi ryzyka. Dlatego uważam, że obecne regulacje są wystarczające. Trzeba walczyć z pośrednikami, którzy oferują obligacje, nie mając do tego uprawnień. Złym pomysłem jest natomiast ograniczenie oferty prywatnej do 149 osób w skali roku. Nie tylko uderza to bowiem w rynek obligacji korporacyjnych, ale również w dystrybucję chociażby zamkniętych funduszy inwestycyjnych.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły