Biznes i sport

Europejska koszykówka: jemy, pijemy, bawimy się

Europejska koszykówka wzięła się poważnie za zarabianie pieniędzy. Wzory czerpie z najlepszego źródła, czyli NBA.

W przyszłym sezonie w Eurolidze zagra Polak Adam Waczyński, którego drużyna Unicaja Malaga wygrała Eurocup.

Foto: Archiwum

Amerykańska liga koszykówki to maszynka do zarabiania pieniędzy i jedna z najlepiej funkcjonujących sportowych organizacji. Nic dziwnego, że kluby, które w Europie często są dla kibiców świętością, tradycjami sięgają nawet XIX wieku, mają swoje herby, a nierzadko bywają miejscem do manifestowania poglądów (jak choćby FC Barcelona), w USA nazywane są po prostu franczyzami. I słusznie, bo służą głównie generowaniu olbrzymich przychodów.

Amerykanie są mistrzami w tworzeniu show, za które ludzie chcą płacić. Przychodzisz na trybuny, kupujesz bilet i hot doga z napojem gazowanym, to nie możesz opuścić hali nieszczęśliwy, bo twoja drużyna przegrała. Nawet jeśli wynik się nie zgadza z oczekiwaniami, to masz się dobrze bawić, dlatego w trakcie wszystkich przerw odbywają się konkursy i pokazy cheerleaderek. Jemy, pijemy, bawimy się.

Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów "Parkietu"
Chcesz czytać więcej?
Zamów Pakiet Plus na kwartał
i czytaj przez drugi kwartał GRATIS!
  • E-wydanie "Parkietu"
  • Dostęp do analiz, opinii, komentarzy, kwartalnych wyników finansowych
  • Archiwum tekstów "Parkietu"
Kup teraz

Wideo komentarz