Analizy

Fed nadal niepokoi rynki

Wymowa opublikowanego w minioną środę protokołu z poprzedniego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku była jednoznacznie jastrzębia.

Na zapis dyskusji podczas posiedzenia Fedu, którym kieruje Jerome Powell, inwestorzy początkowo zareagowali pozytywnie, ale szybko ich nastroje się zmieniły.

Foto: Archiwum

Publikacja protokołu z poprzedniego posiedzenia Fedu co prawda nie doprowadziła do przełomu, ale wprawiła rynki w stan niepokoju. Może się on utrzymać przez kolejne tygodnie, do marcowego spotkania komitetu otwartego rynku.

Wall Street zdezorientowana

Wydźwięk opublikowanego protokołu z posiedzenia Fedu był jednoznacznie jastrzębi, choć jego treść nie sugerowała bezpośrednio możliwości przyspieszenia tempa podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. O ile równie jednoznaczna była reakcja dolara i amerykańskich obligacji, o tyle zachowanie indeksów giełdowych było dość zastanawiające. Tuż po ujawnieniu zapisków Dow Jones i S&P500 gwałtownie zwiększyły skalę wcześniejszej skromnej zwyżki, zyskując po 1,2 proc. w stosunku do wtorkowego zamknięcia. Nastroje inwestorów zmieniły się jednak bardzo szybko i w efekcie oba indeksy zakończyły dzień spadkami rzędu 0,6–0,7 proc., a pierwszy z nich dodatkowo znalazł się poniżej 25 tys. punktów. W czwartek w pierwszej fazie sesji także dominował spory optymizm, który jednak z każdą godziną topniał, choć wskaźniki zdołały się utrzymać na niewielkim plusie. Wciąż więc można mówić o huśtawce nastrojów, będącej odzwierciedleniem niepewności co dalszego kierunku ruchu indeksów.

Foto: GG Parkiet

Trochę podobnie było na rynkach walutowym i długu. Co prawda dolar po publikacji protokołu zdecydowanie zyskał na wartości, ale dzień później ponownie znalazł się w defensywie i to pomimo gołębiego z kolei tonu Europejskiego Banku Centralnego, który (jak wynikało z ujawnionych w czwartek zapisków) nie zdecydował się na zmianę komunikacji rynkowej, uznając, że zbyt wcześnie jest, by zacząć sygnalizować możliwość rozpoczęcia procesu zaostrzania swej polityki. W lutym kurs euro dwukrotnie już testował poziom 1,25 dolara, a w ostatnich dniach znalazł się w fazie korekty tych ruchów, zbliżając się do 1,23 dolara. Trudno liczyć na to, by w najbliższym czasie sytuacja mogła ulec wyjaśnieniu bez pojawienia się wyraźnych impulsów płynących z gospodarki lub dotyczących inflacji (w najbliższy wtorek dane o inflacji poda niemiecki urząd statystyczny, a w środę poznamy zrewidowany odczyt amerykańskiego PKB za czwarty kwartał 2017 r.). Niejasne są także średnioterminowe perspektywy dolara. Większość prognoz zakłada utrzymywanie się jego słabości, ale pojawiają się też nieliczne sugestie, że takie założenie może okazać się błędne.

Foto: GG Parkiet

W minioną środę nastąpiła kolejna dynamiczna przecena amerykańskich dziesięcioletnich obligacji skarbowych, w wyniku której rentowność tych papierów przekroczyła 2,95 proc. Już w czwartek doszło jednak do korekty tego ruchu i powrotu rentowności w okolice 2,9 proc. Ogólnie przyjmuje się, że „barierą strachu" jest przekroczenie 3 proc., choć są także opinie przesuwające ten poziom w okolice 3,5 proc. Jego osiągnięcie mogłoby spowodować bardziej zdecydowane przekierowanie przepływu kapitału z przewartościowanego rynku akcji na rynek obligacji. Co prawda 3,5 proc. to mała katastrofa dla tych, którzy amerykańskie papiery kupowali dużo wcześniej, ale dla nowych nabywców 3,5 proc. to zarobek wart zachodu. Na razie trudno bowiem zakładać, że przecena amerykańskich obligacji miałaby osiągnąć jeszcze większą skalę i doprowadzić ich rentowność do poziomu choćby 4 proc. notowanego ostatnio wiosną 2010 r., czyli osiem lat temu, szczególnie w kontekście założenia, że amerykańska gospodarka znajduje się blisko szczytu swoich możliwości.

W Europie więcej obaw niż nadziei

Na głównych giełdach naszego kontynentu optymizmu trzeba szukać ze świecą. Powodów do niego nie ma zresztą zbyt wielu. Można by sądzić, że do mocnego euro inwestorzy już się trochę przyzwyczaili, więc ten czynnik nie powinien ich już tak bardzo deprymować. Widać jednak, że nerwowo spoglądają na rozwój sytuacji na amerykańskim parkiecie i żywo reagują na to, co się na nim dzieje. Do tego ostatnio dochodzą pierwsze sygnały możliwego osłabienia koniunktury gospodarczej w strefie euro i w Niemczech. Wskazywać mogą na to słabsze odczyty PMI i Ifo. Wskaźniki te wciąż znajdują się bardzo wysoko, ale należy się spodziewać, że wyżej już raczej nie podskoczą, a w związku z tym tendencja spadkowa jest bardzo prawdopodobna. Nawet jeśli spowolnienie jest jeszcze daleko, to przecież giełdy nie będą czekać, aż stanie się ono faktem, lecz mogą zacząć je dyskontować. Nie należy też zapominać, że już 4 marca, a więc za tydzień, mamy wybory we Włoszech, których wynik stanowi wielką niewiadomą, raczej nie doprowadzi do utworzenia sprawnego rządu i może być źródłem rynkowych perturbacji. Tego samego dnia poznamy wyniki referendum członków SPD, które może przesądzić o powołaniu rządu w Niemczech.

W takich warunkach trudno się dziwić, że DAX od kilku dni walczy o utrzymanie się w pobliżu 12 400 punktów, a inwestorzy nawet nie marzą o odrabianiu strat po niedawnym tąpnięciu.

Na rynkach wschodzących nudno bez Chin

Miniony tydzień na rynkach wschodzących stał pod znakiem korygowania zwyżki, która doprowadziła do odrobienia prawie w dwóch trzecich wcześniejszych strat. ETF ma MSCI Emerging Markets, który kilka dni temu zdołał zbliżyć się do poziomu 50 punktów, już we wtorek znalazł się poniżej 49 punktów i mimo usilnych prób byki nie zdołały sforsować tego poziomu. Sytuacja pozostaje więc nierozstrzygnięta, ale warto zwrócić uwagę, że indeks wykazał jednak sporą odporność i na wyraźne umocnienie się dolara, i na jastrzębie sygnały amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Trzeba też pamiętać, że ta rozgrywka odbywała się w większości bez inwestorów z Chin, którzy świętowali obchody nowego roku. Ich powrót może stanowić jakiś impuls dla całego sektora. Czwartkowy przekraczający 2 proc. wzrost Shanghai Composite można na razie traktować w kategoriach „odhaczania" kilkudniowej nieobecności. Tego samego dnia wskaźnik giełdy w Hongkongu, która prowadziła handel bez świątecznej przerwy, stracił prawie 1,5 proc., podobnie jak większość indeksów azjatyckich parkietów.

Test warszawskich dołków

Główne indeksy naszego parkietu raziły w ostatnich dniach słabością. Podaż w trakcie sześciu kolejnych sesji spychała WIG20 poniżej 2400 punktów, choć nie udawało się jej utrwalić tego stanu rzeczy do końca handlu. Można to zapisać jako mały plus na konto byków. Na znacznie większą pochwałę zasłużyły one w czwartek. Choć przez większą część dnia indeks przebywał w okolicy niedawno ustanowionego dołka, na finiszu udało się odrobić sięgające 30 punktów straty i wyjść na niewielki plus. Niemal identyczny scenariusz rozgrywany był w przypadku wskaźnika szerokiego rynku. Wyraźnie widoczna wrażliwość na ruchy dokonujące się w otoczeniu świadczy o tym, że jesteśmy wobec nich zupełnie bezbronni. Tylko nieznacznie lepiej wygląda to w odniesieniu do segmentu średnich spółek. Choć mWIG40 pozostaje w bezpiecznej, ale niewielkiej odległości od ostatniego minimum, w czwartek także poddał się w ciągu dnia fali wyprzedaży. Zaufanie inwestorów do sporej części fundamentalnie mocnych średniaków należy już do przeszłości z uwagi na słabsze wyniki lub rozczarowującą dynamikę ich poprawy, a wyłuskiwanie okazji nie należy do najbardziej popularnych ostatnio strategii, czemu w kontekście generalnie niepewnej koniunktury rynkowej trudno się dziwić. Pod tym względem stosunkowo najlepiej prezentuje się sektor najmniejszych firm, ale i w jego przypadku z pewnością nie można mówić o większym zapale do kupowania akcji, choć wolumen obrotów w ostatnich dniach lekko poszedł w górę.

Patrząc na warszawski parkiet z perspektywy sektorowej, uwagę zwraca bardzo dobre zachowanie w ostatnich dniach (a także w horyzoncie od początku roku) indeksu WIG-informatyka. To głównie zasługa zwyżkujących akcji Asseco, będąca jednak raczej pochodną zachowania zależnych Asseco BS i Asseco SEE niż sygnałem przełomu spółki wiodącej czy całego sektora, odczuwającego posuchę w zamówieniach publicznych. WIG-banki, typowany na jednego z tegorocznych faworytów, choć w czwartek zanotował sporą zwyżkę, nie bardzo może podnieść się po ostatniej przecenie, a jedynym sukcesem jest powstrzymanie spadkowej fali, po dotarciu do pierwszego wsparcia. Ruch w górę ogranicza z jednej strony technika, z drugiej zaś fundamenty i RPP, wciąż niechętna podwyżkom stóp procentowych. Indeks nadal pozostaje w okolicy historycznych maksimów, przy czym trudno o impuls do dalszych zwyżek zarówno w postaci dynamicznej poprawy wyników finansowych, jak i polowania inwestorów na dywidendy.

Fatalnie radzą sobie spółki chemiczne i energetyka. Oba subindeksy notują poziomy najniższe od ponad 12 miesięcy i nic nie wskazuje na możliwość poprawy sytuacji. Niewiele lepiej wygląda sytuacja w branży paliwowej. Akcje Grupy Azoty od połowy stycznia straciły ponad 20 proc., a od szczytu z września ubiegłego roku potaniały o ponad jedną czwartą. Papiery Ciechu w tym czasie zniżkowały jedynie o 10 proc., a walory PCC Rokita od ponad dwóch lat systematycznie pną się w górę, osiągając poziom najwyższy w historii. Na tle energetycznej mizerii nieoczekiwanie błysnęła Polenergia, której akcje skoczyły w ostatnich dniach o 26 proc. na wieść o szansach na wprowadzenie korzystnych dla OZE regulacji. WIG-paliwa, podobnie jak główny jego przedstawiciel, czyli PKN Orlen, notuje poziomy najniższe od marca ubiegłego roku i jest o włos od 12-miesięcznego minimum. Informacja o rekordowo wysokiej dynamice produkcji budowlano-montażowej zastała WIG-budownictwo na poziomie najniższym od grudnia 2016 r. Świetlane perspektywy branży ten indeks dyskontował od połowy 2016 do wiosny 2017 r., po czym, zawiedziony, wrócił do punktu wyjścia. Minione cztery sesje nie były najlepsze dla WIG-nieruchomości, ale wciąż trzyma się on najwyżej od siedmiu lat. Akcje Eurocash, wskazywane coraz częściej jako okazja inwestycyjna, zyskały jeszcze bardziej okazyjną cenę po czwartkowym tąpnięciu o 4,5 proc. i czterosesyjnej zniżce przekraczającej 5,5 proc. O interpretacyjnych trudnościach w ocenie wyników i perspektyw spółek telekomunikacyjnych świadczą sięgający 5,5 proc. środowy spadek walorów Orange i następująca tuż po nim niemal 4-proc. zwyżka.

© Licencja na publikację
© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
Źródło: PARKIET

×

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły